Jesteśmy Wojsko Polskie… – recenzja książki R. Rzeszutka

Jesteśmy Wojsko Polskie… – recenzja książki R. Rzeszutka

Na polskim rynku wydawniczym pojawiła się nowa publikacja poświęcona cichociemnemu i legendzie lubelskiej partyzantki – „Zaporze”. Książka Jesteśmy Wojsko Polskie – Hieronim Dekutowski „Zapora” autorstwa Romualda Rzeszutka wydana została dzięki wydawnictwu Szary Wilk z Mielca.

Wydawać by się mogło, że temat Hieronima Dekutowskiego „Zapory” już został opisany przez wielu autorów i kolejne książki są niepotrzebne. Jednak moim zdaniem jest to teza nieprawdziwa, ponieważ brakuje dużej, potężnej publikacji obalającej wiele narosłych do tej pory mitów czy wytłumaczenia kolejnych powielanych przez innych autorów błędów. Czy zatem najnowsza książka wpisuje się w ten trend? Zobaczmy…

Na początek chciałbym w skrócie przedstawić postać autora publikacji. Romuald Rzeszutek urodził się w 1965 roku i jest współzałożycielem i wiceprezesem Stowarzyszenia Klub Historyczny „Prawda i Pamięć” z Mielca. Jest znanym lokalnym działaczem społecznym i propagatorem historii Żołnierzy Wyklętych. Był inicjatorem lub współinicjatorem wielu uroczystości, spotkań historycznych z młodzieżą i innych przedsięwzięć mających na celu wzmacnianie postaw patriotycznych. Jest inicjatorem budowy Pomnika Żołnierzy Wyklętych Niezłomnych w Mielcu. Jest też autorem licznych artykułów w prasie lokalnej.

Jak zatem Autor podszedł do swojej najnowszej publikacji wydanej w ramach serii „Biblioteka Żołnierzy Wyklętych”? Książka została podzielona na kilka ważniejszych rozdziałów opisujących chronologicznie życiorys Dekutowskiego – zaczynając od dzieciństwa, poprzez walkę z dwoma wrogami, po komunistyczny proces i moment śmierci. Zanim jednak zaczniemy poznawać historię bohatera książki mamy prolog poświęcony pracom poszukiwawczo-archeologicznym prowadzonym przez zespół IPN prof. Krzysztofa Szwagrzyka. Zabieg jak najbardziej słuszny ponieważ to dzięki nim odnaleziono szczątki Dekutowskiego i jego podkomendnych.

Nie będę się rozpisywał na temat poszczególnych rozdziałów, ale podsumuję książkę jako całość. Niestety czytając ją miałem wrażenie, że narracja prowadzona jest na poziomie bardzo ogólnym. Historia samego Dekutowskiego opowiadana jest bez zagłębiania się w szczegóły jego życia, a przede wszystkim w prowadzone przez niego akcje zbrojne. Dla przykładu działalność Zaporczyków w okresie walki z komunistami w 1945 roku zmieściła się na niecałych dwóch stronach*, ograniczając się głównie do wymienienia kilku miejscowości. Podobnie nakreślone zostały działania w 1946 roku. Przy czym Autor trochę więcej poświęcił uwagi na rajd „Zapory” i jego podkomendnych po Rzeszowszczyźnie, gdzie podporządkował sobie lokalne oddziały oraz stoczył kilkanaście potyczek z sowietami i polskimi komunistami. Jest to zrozumiałe ponieważ są to rodzinne tereny Autora, zaś jego ojciec był naocznym świadkiem walki Zaporczyków w Ostrowach Tuszowskich.

Tak prowadzona narracja skreśla tę publikację z listy książek, dzięki którym można poznać nowe szczegóły z życia Dekutowskiego i jego żołnierzy. Nie jest to swoiste kompendium wiedzy, a bardziej krótkie i miłe w czytaniu wprowadzenie w tematykę Zaporczyków. Niestety książka nie posiada również żadnej bibliografii, więc nie możemy sprawdzić na czym bazowano pisząc publikację. Tym bardziej, że zdarzają się w niej błędy faktograficzne oraz powtarzane przez kilkanaście lat uogólnienia.

Dla przykładu w książce pomylona została data dzienna potyczki Zaporczyków z Niemcami pod Krężnicą Okrągłą oraz Kożuchówką, czyli największych starć oddziału z 1944 roku. Wydawać by się mogło, że w pierwszym przypadku być może to tylko literówka, jednak w przypadku potyczki pod Kożuchówką Autor podaje daty 17 i 18 lipca, co mylnie wprowadza w błąd, że trwała ona dwa dni. Są to na tyle ważne daty, że nie można ich pomylić przedstawiając czytelnikowi. Mylone są również imiona (np. Roman Groński „Żbik” jest czasem Michałem) jak i stopnie wojskowe (np. Aleksander Głowacki „Wisła” został zdegradowany do stopnia porucznika). Widocznie zawaliła korekta, bo te błędy można było wyłapać w procesie wydawniczym.

Na stronie 58 Autor opisuje przebieg rozbicia posterunku MO w Chodlu z lutego 1945 roku, który zapoczątkował powstanie antykomunistyczne na Lubelszczyźnie. Pisze: W nocy z 5 na 6 lutego 1945 roku oddział rozbił ubecki posterunek w Chodlu, niestety Taubera nie udało się schwytać […] Z Chodla, przy pomocy sprzętu motoryzowanego, oddział przemieścił się niemal 100 km na wschód, w okolice wioski Wał pow. Krasnystaw. Za partyzantami ruszyła pogoń sowieckich „przyjaciół” z NKWD i UB. Wieś została otoczona. Po silnym starciu, Dekutowski ranny w nogę, wycofał się z 40 ludźmi za rzekę San. Ubecy w akcie zemsty spalili dom należący do żony zastępcy „Zapory” – ppor. Józefa Wnuka „Opala”. Niestety w zacytowanym fragmencie znajdują się rażące błędy faktograficzne. Po pierwsze zastępcą „Zapory” w tym okresie był Stanisław Wnuk „Opal”, a nie Józef (?). Po drugie, odskok po rozbiciu posterunku nastąpił prawdopodobnie pieszo i nie 100 km a ok. 10 km do wsi Wały (Wólka Kępska) w gminie Borzechów. Po trzecie, po stoczonej z sowietami walce ranny „Zapora” podzielił podległych mu partyzantów na 3 grupy i rozkazał „zamelinować się” na wyznaczonych terenach do jego powrotu, a sam udał się na leczenie do Tarnobrzegu. Rajd za San natomiast przeprowadzono w kwietniu 1945 roku, gdy „Zapora” ponownie przejął dowództwo nad oddziałem i podporządkował się pod rozkazy Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj.

Dalej Autor wspomina o rozbiciu posterunku MO i więzienia UB w Kraśniku oraz opanowanie Janowa Lubelskiego wiosną 1945 roku. O ile posterunki MO rozbijane były na Lubelszczyźnie praktycznie przez cały czas, to o więzieniu UB w Kraśniku słyszę po raz pierwszy (no prawie). Nic o tym fakcie nie ma w sprawozdaniach dekadowych PUBP w Kraśniku, co może oznaczać, że jest to błędne założenie. Autor prawdopodobnie wykorzystał słowa jednego z Zaporczyków – Wacława Gąsiorowskiego „Orlika”, które nie mają potwierdzenia w innych materiałach źródłowych. „Zapora” również nie zdobył wiosną 1945 roku Janowa Lubelskiego. Akcję z 27 kwietnia 1945 roku przeprowadziły trzy oddziały: Tadeusza Borkowskiego „Mata”, Tadeusza Kuncewicza „Podkowy” oraz Antoniego Sanetry „Mściciela”. Głównym celem ataku było rozbicie więzienia, w którym więzione były uczestniczki Powstania Warszawskiego. Do akcji przystąpiono w nocy o godz. 23 jednocześnie atakując kilka celów rozrzuconych po całym mieście. Oddział „Podkowy” zaatakował więzienie i uwolnił przetrzymywane więźniarki oraz zorganizował ich ewakuację. W tym czasie część oddziału „Mata” zdobyła bank i magazyny zaopatrzeniowe, a druga grupa wzmocniona żołnierzami „Podkowy” rozbiła posterunek Milicji Obywatelskiej. Natomiast do oddziału „Mściciela” należało ubezpieczenie Janowa ze wszystkich stron oraz przecięcia linii telefonicznych. Ponadto pojedynczy żołnierze służyli za przewodników dla pozostałych oddziałów. Po rozbiciu więzienia i posterunku oddziały próbowały zlikwidować garnizon NKWD, który pomimo początkowego zaskoczenia przed pluton „Mata” podjął skuteczną obronę. Wobec braku szans na przełamanie obrony „Podkowa” zarządził odwrót zarekwirowanymi ciężarówkami. Łącznie uwolniono 15 kobiet, które zostały początkowo ukryte na melinach w powiecie biłgorajskim i zamojskim. Wśród nich znalazła się Aleksandra Wiśniewska, która później dołączyła do Zgrupowania Oddziałów „Zapory” i pracowała jako łączniczka pod pseudonimem „Dzikuska”. W akcji wzięło udział kilku późniejszych Zaporczyków (stąd od wielu lat to błędne założenie), ale wtedy służyli jeszcze pod innym dowództwem.

Na stronie 66 Autor komentuje, że wiosną 1946 roku „Zapora” z powodu aktywności oddziałów komunistycznych musiał podzielić swoje zgrupowanie na kilka mniejszych pododdziałów, wymieniając ich poszczególnych dowódców. Niestety zabrakło tutaj szerszego kontekstu i wyjaśnienia czytelnikowi jak do tego doszło i że podporządkowywanie sobie kolejnych oddziałów było rozłożone w czasie. Ponieważ tak naprawdę w ramach WiN oddziały Stanisława Łukasika „Rysia”, Zdzisława Brońskiego „Uskoka” zostały podporządkowane „Zaporze” dopiero po 25 maja 1946 roku na mocy rozkazu Inspektora Inspektoratu WiN Lublin Franciszka Abraszewskiego „Boruty”. Od tego momentu „Zapora” miał podporządkować sobie wszystkie oddziały partyzanckie działające na Lubelszczyźnie, a te stawiające opór miały być traktowane jako obce i rozbrajane. To właśnie w ten sposób latem/jesienią 1946 roku podporządkował się oddział Kazimierza Woźniaka „Szatana” czy  Antoniego Kopaczewskiego „Lwa”, Tadeusza Lachowskiego „Nałęcza” bądź też Józefa Struga „Ordona”.

>>> Struktura organizacyjna Zgrupowania Oddziałów „Zapory” AK-DSZ-WiN  <<<

Dalej Autor pisze, że: świetną bazą, schronieniem i miejscem konspiracyjnych spotkań był klasztor oo. Bernardynów w Radecznicy – szczególne miejsce w historii Polskiego Państwa Podziemnego, bywał tam często „Zapora”. Zakonnicy za okazane wsparcie zapłacili wysoką cenę – w czerwcu 1950 r. klasztor zamknięto, a zakonnicy zostali aresztowani i skazani przez UB na długoletnie więzienia. Tutaj również użyto, moim zdaniem zbyt dużego uogólnienia, które wprowadza czytelnika w błąd. „Zapora” tak naprawdę zaczął stale odwiedzać klasztor dopiero od jesieni 1946 roku, kiedy to przerzucił część swoich pododdziałów na Zamojszczyznę, przekazując je pod rozkazy Inspektora Inspektoratu WiN Zamość – Marianowi Pilarskiemu „Jarowi”. To właśnie z postacią „Jara” i utworzonej przez niego w 1948 roku nowej organizacji konspiracyjnej II Inspektorat Zamojski AK związana jest geneza kasaty klasztoru przez UB.

W recenzowanej książce pojawia się wiele takich uproszczeń, które moim zdaniem zakłamują bądź zacierają rzeczywistość. Niektóre rzeczy wyolbrzymiają inne umniejszają. Bardzo często przy ich wykorzystaniu Autor pomija (bardzo spłyca) skomplikowane procesy historyczne.

Podsumowując, książka Romualda Rzeszutka Jesteśmy Wojsko Polskie – Hieronim Dekutowski „Zapora” jest pozycją skierowaną bardziej dla osoby chcącej „ugryźć” po raz pierwszy temat „Zapory” niż dla osób znających jego historię. Niestety nie jest to monografia wypełniająca w pełni temat. Mogę nawet śmiało stwierdzić, że znawcy tematu mogą być nieco zawiedzeni. Mimo wszystko, pomimo niezbyt atrakcyjnej wizualnie okładki, mogę ją śmiało polecić wszystkim początkującym miłośnikom historii, a w szczególności losów Żołnierzy Wyklętych. Książka napisana jest przyjemnym, lekkim dla czytelnika językiem, co sprawia, że można ją przeczytać jednym tchem. Mam też nadzieję, że kolejna monografia tego Autora (np. o Wojciechu Lisie „Mścicielu” bądź Tadeuszu Jaworskim „Zarwikapturze” – postacie bliżej terytorialnie Autorowi) będzie równie wciągająca, a jednocześnie będzie pozbawiona uchybień warsztatowych historyka oraz przejdzie rzetelną korektę redakcyjną.

 

Autor: Romuald Rzeszutek

Wydawnictwo: Szary Wilk

Oprawa: miękka

Rok wydania: 2020

ISBN: 978-83-66621-04-6

Liczba stron: 140

Format: B5

PS.
Chciałbym już tak całkowicie oddzielnie pochwalić Wydawnictwo Szary Wilk za współpracę z czytelnikami i bardzo sprawne wysłanie książki. Miłym akcentem jest również dedykacja od Autora na pierwszej stronie książki.


* Dla porównania dzieciństwo Dekutowskiego zostało opisane na 10 stronach.