Krężnica Okrągła – 24.05.1944 r.

Krężnica Okrągła – 24.05.1944 r.

Na początku 1944 roku Hieronim Dekutowski „Zapora” został przydzielony na dowódcę oddziału dyspozycyjnego lubelskiego Kedywu. W momencie objęcia przez niego dowództwa oddział złożony był z dziewięciu patroli, które cechowały się dużą samodzielnością i stanowiły odrębne jednostki dywersyjne, przy zachowaniu cech jednostek garnizonowych.

Na wiosnę 1944 roku „Zapora” wykorzystując przeobrażenia zachodzące w strukturach Armii Krajowej (m.in. likwidacja Kedywu, przygotowania do planu „Burza”) postanowił zreorganizować podległe mu patrole i utworzyć oddział partyzancki typu lotnego. W jego składzie znalazło się sześć z dziewięciu wcześniej podległych patroli[1], które utworzyły plutony oddziału partyzanckiego. Ponadto wydzielono specjalne sekcje i drużyny, takie jak sekcja sapersko-minerska, administracyjno-gospodarcza i łączności, a ponadto zwiad konny i tzw. drużynę rezerwową, która pełniła funkcję ośrodka szkolenia podstawowego żołnierzy-partyzantów. Wobec tego oddział partyzancki „Zapory” liczący ok. 100 żołnierzy i podporządkowany pod dowództwo formującego się 8. pułku piechoty legionów AK, składał się z:
– patrolu Aleksandra Sochalskiego „Ducha”,
– patrolu Stanisława Piecyka „Babinicza”,
– patrolu Januarego Ruscha „Kordiana”,
– patrolu Mieczysława Szymanowskiego „Wampira”,
– patrolu Stanisława Rolli „Maksa”,
– patrolu Stanisława Jasińskiego „Żbika”,
– sekcji minersko-saperskiej pod dowództwem Bogusława Marzyś „Rosy”,
– sekcji łączności pod dowództwem Zbigniewa Nesterowicza „Lisa”,
– sekcji administracyjno-gospodarczej składającej się z ok. 10 ludzi pod dowództwem Mieczysława Zielenta. W skład sekcji wchodził tabor oddziału złożony z wozu amunicyjnego oraz sanitarnego. Podlegała jej także służba sanitarna, gdzie lekarzem był Adam Jaworzyński „Lwów”, a sanitariuszką Bogna Balak „Myszka”[2].

Od momentu reorganizacji oddział partyzancki „Zapory” operował już najczęściej w składzie wszystkich patroli. Żołnierze pokonywali wielokilometrowe przemarsze, zmieniali miejsce postoju i prowadzili różnego rodzaju akcje zbrojne skierowane przeciwko Niemcom na bardzo szerokim terenie, obejmującym aż trzy obwody: lubelski, puławski oraz kraśnicki. Największą bitwą partyzancką oddziału „Zapory” przeciwko Niemcom była zasadzka urządzona przez wszystkie patrole w lesie pod Krężnicą Okrągłą na drodze pomiędzy Chodlem a Bełżycami.

Oddział Januarego Ruscha „Kordiana” (pierwszy z lewej) | Źródło: Zbiory prywatne Przemysława Koconia „Alembika”

24 maja 1944 roku pięć plutonów pod osobistym dowództwem „Zapory” wzięło udział w zasadzce na kolumnę 16 ciężarówek Wehrmachtu eskortowanych przez żołnierzy oraz żandarmów.  Celem akcji miało być zdobycie broni oraz ukaranie Niemców za akcję pacyfikacyjną, w której rozstrzelanych zostało 13 mieszkańców Bełżyc.

W godzinach rannych, po przelotnym deszczu zajęliśmy stanowiska po wschodniej stronie lasu, w odległości około 50 m od skraju szosy, gdyż bliżej las był wycięty zgodnie z zarządzeniem władz okupacyjnych. Patrol „Duchów” rozlokowany został w środku tyraliery. Otrzymaliśmy rozkaz strzelania tylko na wprost, aby przypadkowo nie razić ogniem innych patroli – wspominał Marian Pawełczak „Morwa”[3].

Jako pierwszy od strony Chodla, skąd miały nadjechać ciężarówki, zajął stanowiska w tyralierze patrol „Wampira”, przy którym był również Stanisław Wnuk „Opal”. Jako drugi w kolejności w stronę Bełżyc rozlokowany był patrol „Kordiana”. Na środku zaś ulokował się patrol „Ducha”, a dalej stanowiska zajęli żołnierze od „Żbika”, a na końcu od „Babinicza”. „Zapora” dowodził ze swojego stanowiska pomiędzy patrolami „Kordiana” i „Ducha”.

Bogusław Marzyś „Rosa” – dowódca sekcji minerskiej | Fot. Zbiory autora

W tym czasie por. „Rosa” nadzorował założenie miny pod pierwszy samochód, a lekko jąkający się żołnierz „Abo Piotruś” – Piotr Rejniewicz, rozsypał kolce do przebijania dętek samochodów. Przydały się w niedługim czasie, gdyż nadjechał osobowy samochód, w którym pod eskortą cywilnego Niemca i granatowego policjanta przewożono milion zł emisji okupacyjnej. Po linii poszła budująca wiadomość o zdobytej gotówce, gdyż potrzebne były pieniądze na podstawowe wydatki oddziału, w którym częściej było głodno aniżeli syto. Samochód osobowy, bodajże marki Opel, został usunięty w las – poza linię zasadzki. […] Wreszcie po linii poszło hasło, że Niemcy nadjeżdżają, a następnie dał się słyszeć warkot samochodów kolumny wojska do zadań specjalnych i ochrony Lublina, eskortującej przewóz zboża – wspominał dalej „Morwa” – Ostrożność Niemców spowodowała, że tylko 9 samochodów znalazło się w bezpośrednim ogniu naszej tyraliery, a wojsko z pozostałych siedmiu samochodów utworzyło tyralierę skierowaną na nasze lewe skrzydło, tj. na patrole „Kordiana” i „Wampira”. W tym czasie „Duchy” ze środka tyraliery i „Żbiki” po dokładnym ostrzelaniu samochodów, mimo że pierwszy wbrew założeniom nie wyleciał w powietrze, gdyż nie dojechał do miny – ruszyli do ataku na unieruchomione pojazdy[4].

Niemcy błyskawicznie wyskoczyli z samochodów i zajęli stanowiska w rowie pod samochodami – uzupełnia opis bitwy Stanisław Rusek „Tęcza” – Po dłuższej walce Niemcy przygwoździli ogniem karabinów maszynowych patrole „Kordiana” i „Ducha”. Na nasz patrol „Babinicza” szedł mniejszy ogień. Patrole na lewym skrzydle zaczęły się pod naporem Niemców cofać. W tej chwili „Zapora” krzyknął: – „Babinicz”! Zagnij prawe skrzydło!.”Babinicz” ustawił broń maszynową wzdłuż rowów i nasze serie po kolei wykańczały stanowiska niemieckich elkaemów[5].

Po wykończeniu stanowisk elkaemów na szpicy kolumny poszczególne partyzanckie patrole odzyskiwały przewagę w walce i doskakiwały do samochodów ciężarowych, spychając Niemców do odwrotu. W chwili kiedy przeskakiwałem rów, w którym siedzieli Niemcy, zgubiłem furażerkę. Ale rów zdążyłem przeskoczyć i zdążyłem jeszcze uziemić jednego Niemca. – wspominał Mieczysław Szymanowski „Wampir” – Byłem bardzo zmęczony, bo pas, na którym wisiała przewieszona przez plecy broń, wrzynał mi się w gardło i nie mogłem oddychać. Pierwszym moim odruchem było ściągnięcie zabitemu Niemcowi z głowy furażerki, czapki, polówki niemieckiej. Trochę tę krew otarłem o trawę i przykryłem sobie niemiecką furażerką głowę. […] W odległości parę kroków ode mnie leżeli Niemcy przy elkaemie. Całe szczęście, że „Opal”, nasz dowódca, zdążył po drugiej stronie szosy dołączyć już do chłopaków i zaczął krzyczeć do mnie przez drogę: – Mietek! Odezwij się! Żyjesz, czy co jest z tobą?! – Stasiek, strzelajcie bo mnie Niemcy w tym rowie utłuką! – odkrzyknąłem. Wtedy „Opal” złapał „Tygrysa” – Bogusława Adamskiego i „Jerzyka”. „Tygrys” miał pepeszę, „Jerzyk” samozariadkę, wskoczyli więc pod koła niemieckich samochodów i zaczęli seriami bić po Niemcach[6].

Żołnierze z patrolu „Ducha” poderwani rozkazem „Zapory” również przebiegli drogę i wykonali marsz okrążający przez las, żeby Niemców wziąć w dwa ognie. W czasie marszu penetrowaliśmy las, odszukując kryjących się w nim Niemców. Jednemu z nich, ukrytemu za wykrotem drzewa, udało się lekko zranić w prawe ramię „Wilka” – Jana Mirosława, ale za chwilę zginął od kuli strzelca, który zaszedł Niemca z boku. […] Gdy przeszliśmy las i dotarliśmy na wysokość stanowisk lewego skrzydła, Niemcy wycofywali się w popłochu małymi grupkami bądź pojedynczo, uciekając przez pola pomiędzy zbożami – w zachodnim kierunku[7].

W ten sposób zakończyła się ponad dwugodzinna bitwa z Wehrmachtem. W jej wyniku zginęło trzech partyzantów: Marian Figlus „Mewka”, Edward Szebesta „Czarny”, Jan Smutek „Swen” oraz ciężko ranny został Stanisław Pietras „Gwizd”, który zmarł w czasie odskoku z miejsca akcji. Niemcy mieli natomiast stracić w walce 50 żołnierzy, a ponadto dziesięciu wzięto do niewoli. Z czego dwóch kierowców (Polaka z Poznańskiego i Czecha siłą wcielonych do Wehrmachtu) przyjęto do oddziału partyzanckiego, a pozostałych rozstrzelano w czasie wycofywania się.

Pogrzeb partyzantów z oddziału „Zapory” poległych 24.05.1944 r. pod Krężnicą Okrągłą: Mariana Figlusa „Mewka”, Stanisława Pietrasa „Gwizd”, Jana Smutka „Swen” i Edwarda Szebesty „Czarny”. | Oryginał w zbiorach Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. H. Łopacińskiego w Lublinie, sygn. 4364/Ia, www.bc.wbp.lublin.pl.

Polegli partyzanci zostali pochowani na cmentarzu partyzanckim w lesie godowskim.


[1] Pozostałe dwa patrole (Mieczysława Cieszkowskiego „Grzechotnika” i Mieczysława Lorentza „Szmerlinga”) zostały wyłączone i przekazane Inspektoratowi Puławy – do 15. pułku piechoty AK „Wilków”, a jeden z nich patrol Kazimierza Mącika „Krzywdy” tworzył odwód zgrupowania partyzanckiego 8. pułku piechoty legionów AK.
[2] I. Caban, 8 pułk piechoty legionów Armii Krajowej. Organizacja i działania bojowe, Warszawa 1994, s. 123-140.
[3] M. Pawełczak, Wspomnienia „Morwy”, żołnierza cc majora „Zapory”, Lublin 2011, s. 49.
[4] Ibidem, s. 50.
[5] Relacja Stanisława Ruska „Tęczy”, [w:] Zapory Żołnierze Wyklęci. Tom I, pod red. E. Kurek, Warszawa-Kraków 2016, s. 315.
[6] Relacja Mieczysława Szymanowskiego „Wampira”, [w:] Zapory Żołnierze Wyklęci. Tom I, pod red. E. Kurek, Warszawa-Kraków 2016, s. 372-373.
[7] M. Pawełczak, op.cit., s. 51.

Pomnik postawiony w miejscu zasadzki zastawionej na Niemców w Lesie Krężnickim | Fot. R. Surdacki