Odsłonięto tablicę upamiętniającą ppor. „Cedura”

Odsłonięto tablicę upamiętniającą ppor. „Cedura”

W niedzielę 23 sierpnia 2020 roku w Ratoszynie odbyły się uroczystości upamiętniające podporucznika Jerzego Stefańskiego „Cedura” – dowódcę jednego z patroli należących do Zgrupowania Oddziałów WiN mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”.

Uroczystości rozpoczęły się od mszy świętej w kościele parafialnym w Ratoszynie. Mszę koncelebrowało trzech księży: proboszcz parafii pw. św. Macieja Apostoła i św. Katarzyny w Ratoszynie Józef Rychert, kapelan Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych ks. Ryszard Jurak oraz ks. Stanisław Sokół. W uroczystości wzięły udział liczne poczty sztandarowe reprezentujące organizacje kombatanckie, instytucje państwowe i samorządowe, a także przedstawiciele Grupy Rekonstrukcji Historycznej im. cc. mjr „Zapory” oraz Lubelskiej Grupy Historycznej im. Żołnierzy Wyklętych Lubelszczyzny.

Fot. R. Surdacki

W uroczystościach licznie wzięło udział społeczeństwo oraz instytucje samorządowe. Odsłonięcie tablicy nastąpiło w miejscu śmierci ppor. Jerzego Stefańskiego „Cedur”. Aktu tego dokonał kpt. Jan Jabłoniec „Fiat” (żołnierz oddziału Z. Brońskiego „Uskoka”), dr Ewa Kurek (historyk) oraz kpt. Wiesław Mazurkiewicz „Bystry” (wówczas małoletni łącznik oddziału „Zapory”, syn rodziny zaprzyjaźnionej partyzantom, których gospodarstwo było stałą kwaterą Zaporczyków).

Od lewej: kpt. Jan Jabłoniec „Fiat”, dr Ewa Kurek, kpt. Wiesław Mazurkiewicz „Bystry” | Fot. R. Surdacki

Niewiele jest wiadomo o losach Jerzego Stefańskiego. Prawdopodobnie pochodził z południowych Kresów Wschodnich i wywodził się z rodu ziemiańskiego. W czasie wojny w niewiadomy sposób znalazł się na terenie województwa lubelskiego i dołączył do patrolu partyzanckiego Aleksandra Sochalskiego „Ducha” ze Zgrupowania Oddziałów Dyspozycyjnych Kedywu AK Lublin pod dowództwem Hieronima Dekutowskiego „Zapory”. Posługiwał się pseudonimem „Cedur”, i według ppłk. Mariana Pawełczaka „Morwy”, stał na czele nieformalnego chóru partyzanckiego. W oddziale „Cedur” był do jego rozwiązania w lipcu 1944 roku, a po wkroczeniu sowietów ukrywał się w Lublinie. Tam został aresztowany i pod przybranym nazwiskiem wywieziony na Sybir.

Jerzy Stefański „Cedur” z Syberii powrócił prawdopodobnie na początku 1946 roku i ponownie dołączył do oddziału Zaporczyków. Służył w oddziale dowodzonym przez por. Jana Szaliłowa „Renka” i wziął udział w szeregu akcji przeciwko aparatowi bezpieczeństwa oraz wojskom sowieckim. Uczestniczył w słynnym rajdzie po Rzeszowszczyźnie latem 1946 roku. Po powrocie na Lubelszczyznę, jesienią 1946 roku, otrzymał pod dowództwo własny patrol liczący ok. 8-9 żołnierzy. Tym razem podporządkowano go bezpośrednio pod rozkazy Stanisława Łukasika „Rysia”.

>>> Zobacz także: Struktury organizacyjne Zgrupowania Oddziałów AK-WiN „Zapory” <<<

Jerzy Stefański „Cedur” zginął 6 stycznia 1947 roku w walce z żołnierzami wojska w Ratoszynie. Tak jego śmierć opisywał inny uczestnik tych wydarzeń – Eugeniusz Mordoń „Gitarka”:

Gospodarstwo, jak wiele innych, w kształcie prostokąta, ogrodzone płotem, zasypanym do połowy śniegiem. Z jednej strony drewniana chałupka, z drugiej stodoła. Przy niej z prawej szopa oraz studnia z kręgiem betonowym, z lewej strony stodoły mała obórka. Z dróżki, biegnącej wzdłuż płota, prowadziła ścieżka do bramki, którą wchodziło się na podwórze, a następnie do sieni. […] Tymczasem na kwaterze zasiedliśmy na ławach, ustawionych po obu stronach zastawionego stołu, stojącego wzdłuż ściany, naprzeciwko drzwi do sieni. Rozpoczęła się kolacja. Ktoś jeszcze poprosił chłopca, aby rozejrzał się wkoło zabudowań, czy ktoś nie idzie. Chłopiec robił to chętnie, bo za to mógł dotykać broń stojącą w kącie. Erkaemista „Długi”, siedzący najbliżej drzwi, położył przed sobą, na stole, pistolet, mówiąc, że ma takie przyzwyczajenie – jak je, to lubi mieć broń pod ręką. W pewnym momencie usłyszeliśmy jakiś szmer, za zamarzniętym oknem wychodzącym na podwórze, a następnie szmery w sieni. Ktoś powiedział: „To chłopiec, co poszedł rozejrzeć się”. Tymczasem chłopiec, wychodząc z sieni, zobaczył całe podwórze wojska. Zawrócił, i ze strachu, zamiast do nas, wpadł do izby z drugiej strony sieni, i schował się za piec. W tym momencie raptownie otwierają się drzwi. Trzech ubowców, z pepeszami wycelowanymi w nas, krzyczy: „Ręce do góry!”. Błyskawicznie, z naszej strony, pada strzał. To „Długi” dał odpowiedź. Z podmuchu wystrzału gaśnie lampa naftowa. Wszyscy rzucamy się na podłogę. Seria z pepeszy zmiata talerze ze stołu, ale jest nieszkodliwa. Bijemy w drzwi, z krótkiej broni, jednocześnie podczołgując się do długiej, która stoi w kącie, koło drzwi. Po ciemku każdy łapie, co namaca – nie swój automat, nie swój ręczny karabin maszynowy. Ktoś, kto pierwszy dorwał automat, bije seriami w ciemną czeluść sieni. Ubowcy wyskakują na podwórze. Diechtierow, ustawiony na kręgu betonowym studni, bije seriami w okno, lecz pociski tłuką tylko talerze i garnki, które sypią się z półki wiszącej na przeciwległej ścianie. „Dyzio”, przez to samo okno, odcina się z automatu. Pozostali prowadzą ogień z sieni na podwórze. Ubowcy przeskakują płoty, wycofują się z podwórza. […] Wtedy, nie wiem kiedy i jak, jeden sus i już obaj, z „Cedurem”, leżymy w bramce, przytuleni do siebie i śniegu. „Cedur” prowadzi ogień w lewo, wzdłuż płota, w kierunku stodoły. Ja, w prawo, w kierunku chałupy. Ubowcy, którzy zalegali za płotem, uciekają za stodołę i chałupę. Tym samym prawa strona gospodarstwa jest prawie wolna. Ubowcy, zza stodoły i chałupy, rzucają, ponad dachami, granaty, które co jakiś czas pękają na podwórzu. Mimo to „Bór”, „Szczurek”, „Długi”, „Dąbek” i jeszcze ktoś przeskoczyli susem przez podwórze, otworzyli wierzeje stodoły i znaleźli się wewnątrz, na klepisku. W tym samym czasie, z krzaczka na polu, oddalonego od nas o jakieś 300 metrów, zaczęły migać ogniki. To grał ręczny karabin maszynowy, prowadząc ogień na bramkę. „Cedur” mruknął: „Ja cię tam uspokoję”. Wymierzył, pociągnął za spust swego „czecha”, lecz, zamiast strzału, usłyszeliśmy tylko suchy trzask zamka. Koniec amunicji w magazynku. Pada krótki rozkaz do mnie: „»Gitarka«, czołgaj się po magazynki, do chałupy”. Nie wiedziałem, że to będzie ostatni rozkaz wydany przez „Cedura”. Nie zdążyłem się obrócić, jak na podwórzu, blisko, za naszymi plecami, rozległ się huk pękającego granatu. […] „Cedur” leżał na brzuchu, twarzą do śniegu. W wyciągniętej do przodu prawej ręce, trzymał zaciśnięty pistolet. Ręcznego karabinu maszynowego przy nim nie było. Krzyknąłem: „Mam magazynki!”. „Cedur” już się nie odezwał.

Ciało poległego „Cedura” zostało pochowane na cmentarzu wojennym żołnierzy austriackich i rosyjskich z czasów I wojny światowej w Borowie w gm. Chodel na Lubelszczyźnie. Obok jego grobu znajdują się również symboliczne mogiły 4 żołnierzy NSZ rozstrzelanych w 1943 roku oraz symboliczna mogiła Zaporczyków zamordowanych w latach 1944-1956.

Fot. R. Surdacki/ zaporczycy.com.pl