„Wyrwany z niepamięci” czyli wspomnienia Bolesława Toporowskiego „Orlicza”

Pamięć jest procesem rekonstrukcji, a relacje uczestników wydarzeń są jednym ze źródeł do badań historii. Wspomnienia (zarówno w wersji spisanej jak i mówionej) są o tyle ciekawe, że pokazują wydarzenia znane nam z podręczników w sposób spersonalizowany, dość często ukazując nam emocje uczestników tamtych wydarzeń. Niekiedy stanowią również wyłączne źródło pozyskiwanej o przeszłości informacji.
Zamieszczona poniżej relacja, stworzona przez Bolesława Toporowskiego mieszkańca małej wsi na Lubelszczyźnie, stanowi ważny element popularyzacji wiedzy na temat wiejskiej konspiracji z okresu II wojny światowej, a przede wszystkim relacji jakie zachodziły pomiędzy oddziałami partyzanckimi, a mieszkańcami wsi. Przedstawia wojenne losy zwykłego człowieka, młodego chłopaka, który w dorosłość wkraczał w czasie wojny. Pokazuje jak mogły wyglądać drogi do powstawania konspiracji i ich powiązań na terenach wiejskich. Ponadto relacja może również stanowić uzupełnienie wspomnień Zaporczyków, spisanych i wydanych przez dr Ewę Kurek w latach 90. XX wieku, ponieważ to z nimi Toporowski miał najczęściej do czynienia.
Odnalezione zapiski stanowią trzy nakładające się na siebie życiorysy pisane z różnymi szczegółami, w różnym czasie. Łącznie zachowało się 12 stron ręcznie zapisanych kartek formatu A4. Dla lepszego zrozumienia tekstu pozwoliłem sobie połączyć wszystkie trzy życiorysy w jedną całość dodając w nawiasach kwadratowych dodatkowe informacje ułatwiające zrozumienie tekstu. Ponadto całość została opatrzona przypisami wyjaśniającymi.
—-***—-
„Proszę się nie gniewać, że tak dużo namazałem”
Urodziłem się 14 czerwca 1920 roku w Kępie w rodzinie małorolnego chłopa [Józefa i Antoniny z domu Kwiatkowska]. Do ukończenia 4 klasy szkoły podstawowej byłem przy rodzicach, potem poszedłem na służbę do bogatszych gospodarzy. Do lat 17 [tam] służyłem, a potem wróciłem do domu i chodziłem do pracy do majątku Łopiennik, jak też i Kłodnica.
Zaciągnąłem się również do Przysposobienia Wojskowego czyli P.W.[1] Przez dwa lata szkolenia robił [nam] Dziewulski Jan na miejscu, po tym wyjechaliśmy na dwutygodniowy obóz do Wólki Profeckiej[2]. Było to chyba w 1938 roku. Po zakończeniu [kursu] zostałem odznaczony odznaką za dobre strzelania. Potem prowadziłem z matką i młodszą siostrą gospodarstwo, gdyż w 1939 roku ojciec umarł (zabity przez drzewo), a starszy brat poszedł do wojska. Narabiałem u bogatszych i odrabiałem za konia, bo swojego nie było w domu do 1940 roku. Nie stać nas było na niego.
Po wkroczeniu Niemców przez większość [czasu] przebywałem u stryja, który był bogaty i zamieszkiwał w Zakrzówku. W maju [1941 roku] zostałem zabrany za szwagra na podwodę niemiecką. Zabrali nas do Osin Górnych 14 km za Siedlcami. Tam nas było 90-ciu furmanów. Po paru tygodniach stamtąd rozbierali nas po kilku i przydzielali do swoich jednostek. Przebywałem w Kiszelanach[3], Łazowie, Kosyniu[4], a potem [Niemcy] zabrali nas czterech do jakiegoś lasu. Pamiętam, że przejeżdżałem przez Serdyń[5], a resztę to nie wiem. Byłem z trzema kolegami gdzieś w jakimś lesie. Było tam sporo wojska i pomiędzy nimi nas trzymali. W dzień spaliśmy, a w nocy dowoziliśmy skrzynie blaszane pod Bug przez cały tydzień. Z ostatnim kursem widziałem już jak wojsko nosiło na ramionach pontony.
Podczas ostatniego kursu, w sobotę w nocy [już] po północy zatrzymał mnie Niemiec, który był ze mną. Kazał mi konia przywiązać do słupa i oświadczył, że „draj hufcem będzie hu na rós”[6]. Wtedy zrozumiałem, że będzie wojna. To było chyba 22 czerwca 1941 roku. Przypomniałem sobie [też], że w dzień oficer niemiecki w lesie miał przemowę do żołnierzy i nakręcali zegarki. Ja miałem [wówczas] ubranie niemieckie tylko zerwane były pagony. [Po usłyszeniu tych słów] wyleciałem za stodołę [i] myślałem żeby uciec, ale Niemców było bardzo dużo. Tak, że o ucieczce nie było mowy.
Kiedy nadeszła umówiona godzina od razu wszystko zaczęło się trząść. Niedługo [później] samoloty niemieckie poleciały za Bug i my ruszyliśmy za nimi. [Następnego dnia] o godzinie 10:30 wjechałem na most, który już Niemcy zrobili i tak jechałem aż do następnego dnia rano, kiedy stanęliśmy na jakiejś wiosce żeby spocząć. Ja wtedy uciekłem z dwoma kolegami z opatowskiego powiatu. Wymieniliśmy ubrania na cywilne w jakiejś gajówce po drodze. Kiedy przechodziliśmy przez rzekę Narew złapali nas Niemcy i już nas postawili do rozstrzału, ale jeden z moich kolegów znał język niemiecki. Przyznał się, że był kuciurem[7], a im też już brakowało furmana. Napoiliśmy im konie i dwóch nas puścili, a ten co znał niemiecki pojechał z nimi. [Potem] zapłaciłem jednemu człowiekowi, który doprowadził nas do Bugu i pokazał w którym miejscu można przejść. Rozebrałem się, a ubranie opasałem paskiem i [tak] wpław przepłynąłem rzekę. Gdybym nie umiał pływać to nie ma mowy żebym przeszedł. Po drugiej stronie jakiś Polak podał mi tyczkę i pomógł wyjść [z wody].
Kiedyśmy z trudem przeszliśmy [rzekę], na drugiej stronie patrol niemiecki znowu nas aresztował. Zabrali nas do baraków, bo się bali że my jesteśmy może szpiedzy. Prowadzili nas nago, bo nie dali się ubrać. Przetrzymywali nas parę godzin i potem jakiś dobry człowiek zwolnił nas. [On] znał język polski. Ja mu mówiłem, że w Wojtkowie[8] miałem ciotkę i pojechałem [do niej jeszcze] przed wojną i w domu nawet nie wiedzą czy żyję. To był bardzo dobry człowiek. Po tygodniu podróży dostałem się do domu dość wychudzony, zawszony a moje nogi [były] spuchnięte. Powoli dochodziłem do siebie.
Po jakimś czasie nas sołtys, który potem został zabity jako szpicel zaczął mnie prześladować. Zacząłem schodzić z domu. Przebywałem w Zakrzówku, w Niedrzwicy u siostry, a nawet w Borowie. Zacząłem też rozpoznawać, że są jakieś organizacje [konspiracyjne]. U nas najpierw było NSZ [Narodowe Siły Zbrojne]. Ja tylko rozumiałem, że to szlagoni[9], a czułem straszną nienawiść do dziedziców i nie chciałem się do tego zaciągnąć. Służyłem u Adamczyka Jana przed wojną i ten mnie skierował do Armii Krajowej, którą zaciągał Andrzej Gorajek z Majdanu Radlińskiego ps. „Wilk”. Umówiłem sobie czterech kolegów Poleszaka Feliksa, Burego Jana, Pietrasa Ludwika i Stefana Kwiatkowskiego – ten po przysiędze został komendantem placówki, jako po wojsku. [Przyjął] pseudonim „Tarzan”. Poleszak otrzymał pseudonim „Śmiały”, Bury to „Burza”, Pietras zaś był „Zniczem”. Ja [jako] „Orlicz” zostałem po przysiędze Komendantem Żandarmerii. Pomału zaczęliśmy werbować więcej [ludzi]. To był rok 1942, późną jesienią.
Miałem stryja w Zakrzówku Toporowski Kazimierz. Stryja szwagier to był Roman Sawecki, który też był w AK. Po zapoznaniu się z nim dopomógł mi w zakupie broni, czyli czterech karabinów. To było już w 1942 roku w listopadzie dnia nie pamiętam. Kiedy dostaliśmy broń to nasze [lokalne oddziały] NSZ zaczęły się z nami liczyć. Już zaciągaliśmy warty w nocy i już od „Zęba” [Leonarda Zub-Zdanowicza[10]] nie pędzlowali u nas [na wsi], bo my tego bronili[śmy]. Przy końcu czerwca 1943 roku zajechali do naszej wioski z oddziału „Zęba” i chcieli zabrać Dziewulskiemu Antoniemu świnię, my [wtedy] szybko zwerbowaliśmy się w kilku i udaliśmy się [tam], bo to był nasz członek. Jak nas zobaczyli to odpuścili.
W końcu jakiś Mało Dobry[11], tak go nazywali, ukrywał się u nas w Kępie, a należał on do NSZ. W lipcu 1943 roku przyszedł do naszej organizacji i był naszym instruktorem szkoleniowym. Po wyzwoleniu wiem, że pracował w RKU Lublin. Poznałem też kolegów w Borowie, którzy byli spaleni i ukrywali się w Borowie. Ja też często przebywałem u nich. To byli: Janecki Piotr i Władysław. Piotr [miał] ps[eudonim] „Posłuszny”, drugiego nie pamiętam[12]. Oni należeli pod dowództwo „Opala” Wnuk [Stanisława ze wsi] Borów.
W 1943 roku gdzieś po żniwach[13] przyszło do mnie czterech chłopaków i mówili, że są od [Hieronima Dekutowskiego] „Zapory”. [Chcieli] żeby im dać podwody bo muszą duży kawał drogi iść, a są przemęczeni. Skierowałem ich do Gałata Stanisława, który miał dwa konie, ale ten prosił mnie żeby go wyręczyć i pojechać za niego. Ja się zgodziłem chętnie. Chłopcy kierowali [mnie gdzie mam jechać], wiem że gdzieś w bok Opola Lubelskiego, ale tych miejscowości nie znałem. Pamiętam [tylko], że jechałem przez jakieś Kowale. Dojechaliśmy dość późną nocą. Tam już było zgrupowanie, jak się nie mylę to jakiś „Szmerling” [Mieczysław Lorentz[14]] dowodził tam. Po jakiś kilku minutach nadeszła kolejka wąskotorowa i wyleciał wagon w powietrze. Strzałów dużo nie było, kazano mi podjechać bliżej i nakładli mi materiału niemieckiego i jakieś worki. Inne wozy też coś brały, ale to była ciemna noc [i] specjalnie nie przyglądałem się. Z tym odjechaliśmy do jakiejś miejscowości. Po rozładowaniu [dowódca] zapytał się czy znam „Opala”, jak powiedziałem, że znam. Wtedy dostałem trochę tego materiału na umundurowanie. Odebrałem go w Borowie.
W styczniu 1944 roku byłem w Borowie u kolegi, Janeckiego Piotra ps. „Posłuszny”, który został wezwany do Komendanta „Opala”. Poszedłem z nim. Komendant oświadczył, że robią wypad na pociąg. Ja się [wtedy] chętnie zgłosiłem [i] otrzymałem broń. Pojechałem z nimi. Kiedy znaleźliśmy się na miejscu, to było pomiędzy Leśniczówką a Wilkołazem w lesie, [to] tam [już] było zgrupowanie „Zapory”, „Kordiana” [Januarego Ruscha] i „Ostrogi”[15]. Tam zajęliśmy stanowiska i czekaliśmy na umówiony pociąg przez dwie noce po 10 godzin, ale ten pociąg nie nadszedł. Po czterech dniach wróciłem do domu.
Zaszły zmiany w naszej organizacji. Przybył do nas wysiedleniec [w stopniu] porucznika ps. „Hugo”, a nazwisko właściwe Kluczyński Władysław zam. Kłodnica [i otrzymał] dowództwo plutonu. „Wilk” został jako jego zastępca, a Obwodowym był jakiś „Warta”[16] z Kraśnika. Krupka też należał do nas zamieszkały w Kłodnicy [ale] dokładnie tego już nie pamiętam.
4 lipca 1944 roku wieczór pojechałem sam do Łopiennika i tam rozbroiłem placówkę NSZ u Jerzego Kochanowskiego dziedzica, bo mi odgrażali, że mnie rozbroją. [Ponieważ] raz kazałem dziedzicowi zdjąć buty z nóg i oddać chłopakowi z oddziału „Małego” [Stanisława Łokuciewskiego[17]], który miał kiepskie buty. Rozbroiłem dziedzica Kochanowskiego, ale zginął człowiek niewinny, bo rządca Wolicki zrobił zasadzkę na mnie. Tamten prowadził mój rower i to go zdradziło…
21 lipca [1944 roku] porucznik „Hugo” zwerbował nas dwunastu i pojechaliśmy rozbić jakiś samochód w Wilkołazie. Niemcy się już cofali. Najechaliśmy w Ostrowie na patrol niemiecki. Ja jechałem rowerem na przedzie, a reszta z tyłu na wozie. Kiedy Niemcy wyskoczyli i krzyknęli „Halt!” to ja od razu z roweru przez płot do ogródka i do tyłu. Jak dobiegłem bliżej wozu, którym jechał „Hugo” i reszta krzyknąłem, że Niemcy i sam za drzewo [się schowałem]. Zacząłem strzelać w stronę Niemców. Niedługo [po tym] zapalili motocykl i odjechali, jeden [z nich] został ranny, [a] było ich tylko trzech. Jak się obejrzałem do tyłu to konie były w zbożu a kochany „Hugo” i reszta zostawili konie i uciekli nie wiadomo gdzie. Zdążyłem zabrać rower na wóz i jeszcze dopędziłem ich na Zalesiu. Wstyd nawet o tym pisać.
22 lipca [1944 roku] wtedy zostałem ranny w lewe oko, rękę i nogę od granatu[18]. To pamiętny dzień, bo postradałem wzrok na lewe oko, bo rana w kolanie się zagoiła. Przebieg walk to wam przesyłam tak jak było. To wierszem opisałem. Jeśli coś wart to niech prasa opublikuje, a jeśli nie to do kosza, ale tak było[19].
Po wkroczeniu sowietów dnia 4 listopada 1944 roku ożeniłem się w Łopienniku, gdzie mieszkam do obecnej chwili. Byłem kilkukrotnie aresztowany. 26 grudnia 1944 roku złapało mnie NKWD i zażądali broni. Byłem oskarżony o różne rzeczy co nawet nie myślałem o nich. Nawet czułem trochę nienawiść do rządu, bo mnie niesłusznie aresztowali. Po oddaniu broni zwolnili mnie. Potem jeszcze parę razy byłem przetrzymywany w Kraśniku i Lublinie. Nie przyznawałem się do bycia w organizacji. Ujawniłem się potem w Kraśniku, ale kiedy to nie pamiętam. Chyba wszystko zakończyło się w 1947 roku.
Potem po zorganizowaniu Rad Gromadzkich byłem przez 4 lata inkasentem podatkowym, potem parę lat sołtysem. W 1960 roku spaliły się moje i sąsiadów zabudowania. [Wtedy] zwolniłem się z sołtysa bo było dużo pracy. Od 1968 roku piastuję [funkcję] prezesa Ochotniczej Straży Pożarnej. Prowadziłem budowę remizy za co zostałem odznaczony jako wzorowy strażak, [otrzymałem] list pochwalny i medal srebrny za zasługi dla pożarnictwa.
Kiedy skończyłem kurs traktorowy oskarżyli mnie, że mam oko zepsute i wzięli mnie na badania i zabrali prawo jazdy. Wtedy odczułem wielką przykrość i zrozumiałem, że jestem pokrzywdzony na całe życie, ale trudno trzeba się było z losem pogodzić. Kończę i proszę się nie gniewać, że tak dużo namazałem…
—-***—-
O czym „Orlicz” nie wspomniał?
Zapisane na kilku stronach wspomnienia nie oddają wszystkiego co przeszedł Bolesław Toporowski w ciężkich latach wojennych. Wykorzystując zasoby Instytutu Pamięci Narodowej chciałbym uzupełnić „puste pola” w jego spisanym własną schorowaną ręką życiorysie.
>>> Zobacz pełny biogram Bolesława Toporowskiego „Orlicza” <<<
Po wkroczeniu sowietów i wyleczeniu ran Bolesław Toporowski „Orlicz” zamieszkał w Łopienniku, gdzie prowadził własne gospodarstwo rolne. Ograniczył swoją działalność konspiracyjną. Unikał życia partyzanckiego skupiając się na rodzinie, chociaż stale współpracował z partyzantami. W czasie późniejszych przesłuchań próbowano wydobyć informacje o jego udziale w rozbiciu kilku posterunków MO, m.in. w Zakrzówku czy Kaźmierowie oraz rozbrojeniu żołnierzy w Łopienniku.

Zdjęcie sygnalityczne Bolesława Toporowskiego wykonane przez WUBP w Lublinie | Źródło: AIPN Lu 021/1486, Akta śledcze prowadzone przeciwko Bolesław Toporowski, k.57.
Za swoją działalność konspiracyjną w Armii Krajowej oraz późniejszą pomoc oddziałom „Zapory” Bolesław Toporowski był kilkukrotnie aresztowany. Po raz pierwszy zatrzymali go sowieci 26 grudnia 1944 roku za nielegalne posiadanie broni. Wtedy nie przyznał się do przynależności do konspiracji i po oddaniu broni został zwolniony z aresztu. Ponownie aresztowano go 2 sierpnia 1946 roku w Łopienniku. Po przesłuchaniu, w kierunku nielegalnego posiadania broni, został zwolniony po kilku dniach. Po raz kolejny Toporowski został zatrzymany 21 stycznia 1947 roku przez funkcjonariusza PUBP w Lublinie. Aresztowania dokonano w jego domu w Łopienniku. Po 10 dniach aresztu ponownie został zwolniony do domu. Natomiast ostatni raz został aresztowany 2 marca 1949 roku przez Grupę Operacyjną KBW i osadzony w areszcie śledczym PUBP w Kraśniku. Stamtąd przewieziono go do Lublina. Ponownie zwolniono go ze względu na brak dowodów na jego działalność konspiracyjną w ramach WiN[20].
Warto zaznaczyć, że w czasie przesłuchań prowadzonych przez różnych funkcjonariuszy UB Bolesław Toporowski nie przyznał się do niczego oprócz działalności w Armii Krajowej za okupacji niemieckiej. Przy czym zataił część prawdy o swojej działalności (nie wspominał o współpracy z „Zaporczykami”). Celem większego wprowadzenia w błąd oficerów śledczych, podał im swój fałszywy pseudonim – „Krawat”[21]. Przy pytaniach na temat działalności „band” zasłaniał się niewiedzą albo wskazywał na prawdziwe ugrupowania kryminalne, m.in. grupę Janczury (została rozbita przez żandarmerię oddziałów „Zapory” pod dowództwem Romana Grońskiego Żbika”). Po kilku dniach aresztu z braku dowodów został wypuszczony na wolność. Pomimo tego był inwigilowany przez resort bezpieczeństwa do połowy lat 60. XX wieku.
Bolesław Toporowski zmarł 25 lutego 1989 roku i został pochowany na cmentarzu parafialnym w Ratoszynie.
Pierwotnie wspomnienia te zostały opublikowane w:
„Kwartalnik Wyklęci” nr 1(21)/2021
PRZYPISY:
[1] Przysposobienie Wojskowe (PW) – młodzieżowa organizacja wojskowa w Polsce działająca w latach 1927-1939. Jej głównym celem było przygotowanie młodzieży do służby wojskowej. Szkolenia odbywały się na kursach i obozach. Obejmowały mężczyzn ochotników w wieku od 15 do 30 lat.
[2] Wólka Profecka – wówczas była to wieś położona w odległości kilku kilometrów na północ od Puław, a obecnie jest to jedna z dzielnic miasta.
[3] Faktycznie m. Kisielany – obecnie wieś położona w województwie mazowieckim, w powiecie siedleckim.
[4] W rejonie opisywanym przez Toporowskiego nie udało się znaleźć miejscowości o tej nazwie, więc prawdopodobnie może chodzić o Kosów Lacki – obecnie wieś położona w województwie mazowieckim, w powiecie sokołowskim.
[5] Faktycznie m. Sterdyń – obecnie wieś położona w województwie mazowieckim, w powiecie sokołowskim
[6] Prawdopodobnie są to zapamiętane pojedyncze słowa po niemiecku: drei (trzecia), fünfzehn (piętnaście) hu (wio!), Russen (Rosja). W wolnym tłumaczeniu oznaczało: „o 3:15 wio na Ruska”. Podana liczba jest to faktyczna godzina rozpoczęcia ściśle tajnej operacji „Barbarossa”, czyli ataku III Rzeszy na ZSRR.
[7] Od niemieckiego słowa „der Kutscher” oznaczającego woźnicę, furmana.
[8] Faktycznie m. Wojtki – obecnie wieś położona w województwie podlaskim, w powiecie bielskim.
[9] Kiedyś tak mówiło się ironicznie o niewykształconych szlachcicach, mieszkających na prowincji.
[10] Leonard Zub-Zdanowicz „Ząb” – urodził się 6 listopada 1912 roku w Popowcach na Wołyniu w rodzinie ziemiańskiej herbu Jastrzębiec. Ukończył Państwowe Gimnazjum Humanistyczne w Hrubieszowie a następnie Szkołę Podchorążych Rezerwy Kawalerii w Grudziądzu. W 1931 roku w stopniu plutonowego podchorążego otrzymał przydział do 1. pułku strzelców konnych w Garwolinie. W 1933 roku awansowano go do stopnia podporucznika. W 1935 roku ukończył studia prawnicze na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. W 1938 roku ponownie został powołany do czynnej służby i skierowany na Kurs Aplikacyjny dla Oficerów Młodszych w Centrum Wyszkolenia Żandarmerii w Grudziądzu. Po jego ukończeniu w styczniu 1939 roku przydzielono go do 3. dywizjonu żandarmerii w Grodnie. W czasie wojny obronnej był dowódcą plutonu przy Kwaterze Głównej 29. Dywizji Piechoty, a po jej rozbiciu otrzymał przydział do sztabu 13. Brygady Piechoty. Później dołączył do Grupy wojsk płk Tadeusza Zielenieckiego, która skapitulowała 10 października 1939 roku. Za walki w czasie wojny obronnej odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari. W grudniu 1939 roku wyjechał z Polski i poprzez Węgry oraz Włochy przedostał się do Francji. Dołączył do Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich i brał udział w walkach w Norwegii pod Narvikiem, a następnie we Francji (w okolicach Rennes) w składzie I półbrygady płk. Benedykta Chłusewicza. Z tą jednostką został ewakuowany pod koniec czerwca 1940 do Wielkiej Brytanii. Tam ukończył szkolenie dywersyjno-spadochronowe Cichociemnych. 1 września 1942 roku został zrzucony do Polski. W 1943 roku przeszedł do służby w Narodowych Siłach Zbrojnych jako dowódca oddziału partyzanckiego na Lubelszczyźnie. Pod koniec 1943 roku z oddziałów mu podległych utworzył 1. Pułk Partyzancki Legii Nadwiślańskiej Ziemi Lubelskiej NSZ. W sierpniu 1944 roku, już w stopniu majora, otrzymał przydział na szefa sztabu formującej się Brygady Świętokrzyskiej. W jej składzie ewakuował się na zachód. Po rozwiązaniu Brygady w 1945 roku dołączył do służby czynnej w 2. Korpusie Polskim i stopniu rotmistrza przydzielony do Centrum Wyszkolenia Broni Pancernej. W styczniu 1952 wyemigrował do USA, gdzie pracował jako inżynier w Zakładach Sendzimir Precision Metals w Waterbury w stanie Connecticut. Zmarł 12 sierpnia 1982 roku. Zob. C. Brzoza, Ludzie Brygady. Noty biograficzne oficerów i żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej Narodowych Sił Zbrojnych, Kraków 2015, s. 544–546.
[11] Prawdopodobnie prawdziwe nazwisko to Małolepszy.
[12] Ewa Kurek podaje, że nazywali się Piotr Janeczko ps. „Posłuszny” oraz Władysław Janeczko ps. „Dymek”. Zob. E. Kurek, Zaporczycy w fotografii 1943-1963, Lublin 2009, s. 126.
[13] W innych fragmentach Toporowski wspomina, że była to jesień, prawdopodobnie październik 1943 roku. Niestety w tym fragmencie wspomnienia uległy tzw. transferowi pamięciowemu, który charakteryzuje się zatarciem wydarzeń zachodzących kolejno po sobie w krótkim odstępie czasowym, przez co są ze sobą mylone. Tak naprawdę akcję pod Niezabitowem, której efektem było przejęcie mundurów przeprowadzono 19 lutego 1944 roku.
[14] Mieczysław Lorenz „Szmerling” – urodził się 13 marca 1915 roku w Kolonii Poniatowa w rodzinie chłopskiej. Po ukończeniu szkoły powszechnej w Kraczewicach pracował w gospodarstwie rolnym rodziców. Jeszcze przed wojną odbył służbę wojskową we Flotylli Rzecznej w Pińsku, a następnie w baonie morskim w Gdyni. W czasie wojny obronnej walczył na Helu, gdzie po kapitulacji dostał się do niewoli. Przebywał w obozie w Starogardzie Gdańskim i na wyspie Rugia. Udało mu się zbiec z obozu w 1943 roku i powrócić na Lubelszczyznę. Tam dołączył do oddziału dywersyjnego Władysława Ośko „Zemsty”, działającego na terenie Kraczewic. We wrześniu 1943 roku, po śmierci dowódcy, „Szmerling” przejął dowództwo nad oddziałem, który wszedł w skład Oddziału Dyspozycyjnego Lubelskiego Kedywu. Wiosną 1944 roku oddział został przekazany do oddziału dyspozycyjnego Mariana Sikory „Przepiórki”, który tworzył zalążki 15. pułku piechoty AK „Wilków”. Po zajęciu Lubelszczyzny przez Armię Czerwoną pozostał w konspiracji. Ujawnił się w 1945 roku i wyjechał do Kołobrzegu. Zob. I. Caban, Oddziały partyzanckie AK 15 pp „Wilków”, Lublin 1994, s. 65-66; 108.
[15] Oddział ”Ostrogi” nazywany był „legią cudzoziemską” ponieważ składał się ze zbiegłych ze służby niemieckiej Azerbejdżanów. Utworzony został pod koniec 1943 roku, a jego dowódcą został Makarewicz ps. „Ostroga”. Niestety „Zapora” bardzo szybko rozwiązał oddział ponieważ przysparzał wielu problemów w utrzymaniu dyscypliny (samowolne rekwizycje), zaś jego członkowie masowo uciekali do oddziałów partyzantki radzieckiej. Zob. I. Caban, 8 pułk piechoty legionów Armii Krajowej. Organizacja i działania bojowe, Warszawa 1994, s. 125, 133.
[16] Tadeusz Wingert „Warta” – funkcję komendanta Obwodu AK Janów Lubelski (któremu podlegała również placówka w Kępie) pełnił od czerwca 1943 do września 1944 roku. Po nim stanowisko to objął Stanisław Rębacz „Rymsza”. Zob. I. Caban, Z. Mańkowski, Struktura terytorialna, organizacyjna, obsada personalna oraz kryptonimy lubelskiego okręgu Armii Krajowej, „Rocznik Lubelski”, 1965, t. 8, s. 241.
[17] Stanisław Łokuciewski „Mały” – urodził się 5 sierpnia 1914 roku w Piotrogradzie. Ukończył Korpus Kadetów nr 3 w Rawiczu, a następnie Szkołę Podchorążych Piechoty w Ostrowi Mazowieckiej. W czasie wojny obronnej brał udział w walkach, już w stopniu podporucznika, w ramach 36. pułku piechoty Legii Akademickiej w Warszawie. Po upadku miasta dostał się do niewoli niemieckiej. Po ucieczce powrócił do Warszawy, gdzie w 1940 roku wstąpił do ZWZ-AK. Działał również w Szarych Szeregach, pełniąc funkcję inspektora Komendy Głównej. Zagrożony aresztowaniem w czerwcu 1942 roku przeniósł się na teren Lubelszczyzny. Otrzymał przydział adiutanta komendanta obwodu AK Kraśnik. Wiosną 1944 roku został mianowany dowódcą własnego oddziału lotnego, którym dowodził do lipca 1944 roku. W styczniu 1945 roku, jako były członek AK, został aresztowany i wywieziony na Sybir. Powrócił w listopadzie 1947 roku. Zmarł 27 kwietnia 1973 roku. Zob. I. Caban, 8 pułk piechoty legionów Armii Krajowej. Organizacja i działania bojowe, Warszawa 1994, s. 135.
[18] Do walki z Niemcami doszło pod wsią Kępa i Kolonia Kępa, na polach od strony wsi Kłodnica, w której oprócz miejscowych placówek Armii Krajowej uczestniczył również pododdział Narodowych Sił Zbrojnych ze Zgrupowania „Zęba”. W jej wyniku miejscowi konspiratorzy rozbili niemiecki oddział zabijając tym samym 14 żołnierzy wroga, zaś 11 wzięto do niewoli. Zob.
[19] Niestety wiersz ten nie zachował się w zbiorach rodzinnych i nie udało się ustalić do jakiej redakcji mógł zostać wysłany i czy został gdzieś opublikowany.
[20] Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej (dalej: AIPN) Lu 021/1486, Protokół zatrzymania Bolesława Toporowskiego, Łopiennik, 21.01.1947 r., k. 5; Zobowiązanie do utrzymania tajemnicy, Lublin, 31.01.1947 r., k. 4; Protokół zatrzymania Bolesława Toporowskiego, Łopiennik, 2.08.1946 r., k. 14; Protokół zatrzymania Bolesława Toporowskiego, Łopiennik, 2.03.1949r., k. 24.
[21] AIPN Lu 021/1486, Arkusz informacyjny. Dossier na podejrzanych o przestępstwa przeciw Państwu, Lublin, k. 26-30.







