Moniaki – 24.09.1946 r.

Moniaki – 24.09.1946 r.

W wrześniu 1946 roku główne zgrupowanie oddziałów mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory” od kilku tygodni przebywało na Rzeszowszczyźnie. Pozostałe na Lubelszczyźnie oddziały partyzanckie nie prowadziły dużych akcji zaczepnych, co spowodowało, że nienękany resort bezpieczeństwa rozpoczął silną obławę na osoby wspierające „Zapoczyków”. W celu zademonstrowania swojej obecności zastępca „Zapory” – kpt. Aleksander Głowacki „Wisła” postanowił dokonać dwóch spektakularnych akcji zaczepnych.

Zgodnie z planem kpt. „Wisły” plutony Stanisława Łukasika „Rysia” oraz Tadeusza Skraińskiego „Jadzinka” miały 24 września 1946 roku zaatakować posterunek Milicji Obywatelskiej w Bełżycach, a po jego rozbiciu zastawić pułapkę w lesie krężnickim na nadjeżdżającą grupę pościgową KBW. W celu osłony akcji i częściowego odciągnięcia uwagi od Bełżyc, pluton Stanisława Jasińskiego „Samotnego” wsparty grupą żandarmerii pod dowództwem Romana Grońskiego „Żbika” miał zaatakować skomunizowaną wieś Moniaki i rozbroić lokalne struktury ORMO.

Atak na „Moskwę”

Wobec tego dzień przed atakiem pluton „Samotnego” i sekcja „Żbika” udały się na koncentrację do Natalina, położonego ok. 2 km od Moniak. W dzień akcji, 24 września, nad ranem pełniący służbę wartowniczą „Zuch” podniósł alarm na widok zbliżającego się w kierunku wsi wojska.  Otwierając przy tym ogień z rkm-u. Po chwili przerwano ostrzał, ponieważ okazało się, że wojsko, które widać to w rzeczywistości plutony Jana Szaliłowa „Renka” i Michała Szeremieckiego „Misia” z „Zaporą” na czele, powracające akurat z rajdu po Rzeszowszczyźnie. „Zapora” zaakceptował plan swoich podkomendnych i osobiście objął dowództwo nad akcją, wspartą teraz dodatkowymi żołnierzami. Po kilkugodzinnym odpoczynku partyzantów, ok. godziny 14 nastąpił wymarsz. „Zapora” posiadający pod swoim dowództwem 50 partyzantów podzielił oddział na trzy grupy. Pierwsze dwie, pod komendą „Samotnego” i „Żbika”, miały (bez zmian) wejść do Moniak i rozbroić tamtejszych członków ORMO. Trzecia natomiast, dowodzona bezpośrednio przez „Zaporę”, w skład której wchodziły plutony „Renka” i „Misia” oraz członkowie ochrony sztabu zgrupowania miała szczelnie okrążyć wieś i dopilnować, aby nikt z niej się nie wydostał[1].

Mapa topograficzna terenu

W momencie wejścia żołnierzy „Samotnego” do wsi posypały się pierwsze strzały. Edward Tylus, który uczestniczył w tej akcji wspominał: Żołnierze „Samotnego” odpowiedzieli ogniem. Zaczęła się strzelanina. Nasi żołnierze chodzili od domu do domu i zabierali ormowcom broń. Były i takie przypadki, że kobiety same wynosiły nam broń. Kilkudziesięciu mężczyzn wypędzaliśmy na drogę i pognaliśmy ich kilkaset metrów za wieś. Tam Zapora stanął na skarpie i przemówił do nich. Powiedział im, za co spotyka ich kara. W Moniakach zginął podobno jeden ormowiec, ale ja tego nie widziałem. Nie widziałem, żeby kogoś kijami walili, ale nie dam głowy, że któryś z chłopaków nie kopnął lub nie przyłożył ormowcowi z Moniak. Tymczasem od kul zapaliły się strzechy, bo to wszystko było kryte słomą. Wiatr rozniósł ogień i zaczęło się palić kilkanaście zabudowań. Jeden z naszych chłopaków podpalił nawet swojego kuzyna, bo on był ormowcem i donosił pepeerowcom[2].

Trochę inaczej relacjonował to wydarzenie przesłuchiwany rok później Roman Groński „Żbik”: „Zapora”, „Samotny”, „Renek” i „Miś” postanowili zlikwidować komendanta ORMO we wsi Moniaki i rozbroić wszystkich ORMO-wców. „Zapora” wraz z wymienionymi zaplanowali całą akcję, po czym wymaszerowaliśmy do wsi Moniaki. „Zapora” wydał rozkaz, że jeśli ORMO-wcy z Moniak zaczną strzelać, to nie patrzyć na nic tylko ciąć po wszystkich domach. Weszliśmy do wsi i przywitano nas ogniem z rkm-ów. Ogniem rkm-ów zapaliliśmy i spaliliśmy więcej niż połowę wsi Moniaki, ale ani komendanta nie zaleźliśmy, ani broni, mimo że bili w nas z kilku rkm-ów. Zastrzeliliśmy tylko jednego z mieszkańców Moniaków i to w czasie walki. Z Moniak zabraliśmy ok. 20 mężczyzn, wyprowadziliśmy ich w pole; dwóch zbiliśmy, po czym wypuściliśmy[3]. Trzeba pamiętać jednak, że zeznania te wymuszał na „Żbiku” funkcjonariusz MBP por. Jerzy Kędziora – jeden z największych katów resortu bezpieczeństwa.

„Zaporczycy” w akcji (1946 r.) | Zbiory Mariana Pawełczaka „Morwy”

Natomiast w czasie rozprawy sądowej „Zapora” zeznawał, że akcja na miejscowość Moniaki, którą ja dowodziłem, odbyła się w ten sposób, że część oddziału wkroczyła do wsi, ja natomiast z częścią oddziału zatrzymałem się przed wsią. We wsi Moniak znajdowała się placówka ORMO w liczbie około 70 ludzi. Następnie oddział nasz zaatakował wieś z dwóch stron i wywiązała się walka. W wyniku strzałów zostało spalone kilkanaście gospodarstw. Po zajęci wsi zabraliśmy kilku ludzi z sobą, 2 z wymierzono karę chłosty, bijąc ich kijem i pasami. Zabraliśmy 1 rkm. W akcji tej został zabity 1 człowiek i 1 został ranny[4].

Natomiast funkcjonariusze WUBP w Lublinie w specjalnym raporcie wysłanym do III Departamentu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie pisali, że 24 września 1946 roku banda w sile 50-ciu ludzi pod dowództwem „Zapory” i „Cichego” uzbrojona w broń maszynową rkm i PPSz napadła na wieś Moniaki. […] Banda rozdzieliła się na dwie grupy otaczając wieś i zaczęła strzelać z pocisków zapalających, podpalając nimi wieś. Bandyci posiadali listę, na której umieszczeni byli członkowie PPR i ORMO, chodząc z tą listą podpalała ich domu. W czasie strzelaniny zabity został mieszkaniec wsi Moniaki ob. Pachroń Sebastijan [sic!]. Banda zabrała ze sobą 40 osób, których wyprowadziła pod las, gdzie pobiła ich w nieludzki sposób. Ciężko pobici zostali: Burek Antoni, Smentek Jan. Poparzeni zostali: Woch Edward, Woch Wiktorja, Gader Jan. Ciężko ranni znajdują się w szpitalu w Kraśniku[5].

Skutki pacyfikacji

W wyniku pożaru Moniak spłonęło 29 gospodarstw (blisko 100 budynków), z których 15 należało do członków PPR, 11 do ludzi określanych przez MO jako bezpartyjnych, a trzy stanowiły własność byłych członków Armii Krajowej. Ponadto w czasie strzelaniny zginął 50-letni mieszkanie Moniak – Seweryn Pochroń. Zgodnie z oficjalnymi raportami został trafiony przypadkowo podczas wyprowadzania krowy z płonącej obory. Poparzeniom uległy trzy inne osoby. „Zaporczycy” mieli zarekwirować 3 kbk i 1 PPSz natomiast 12 sztuk broni miało zostać spalonych w zabudowaniach, w tym 11 kbk i jeden rkm[6].

Jak relacjonował Eugeniusz Kuśmiderski z Urzędowa, członek WiN (ukrywający się wówczas dezerter z LWP), „Zapora” miał zastawić pułapkę na nadciągające posiłki z kraśnickiego UB, ale do walki nie doszło, co jedynie nie pozwolił okolicznym strażom ogniowym udzielić pomocy w gaszeniu pożarów. Chciał wykorzystując sytuację, urządzić zasadzkę na UB. Liczył, że przyśle grupę operacyjną. Zamiast niej pojechała straż ogniowa z Urzędowa, której „Zapora” kazał zawrócić. Później w gazecie napisano, że straż ogniowa z reakcyjnego Urzędowa odmówiła pomocy mieszkańcom Moniak, palonym przez bandę „Zapory”[7].

Jeden z artykułów opublikowanych w komunistycznej prasie na temat wydarzeń w Moniakach, w tym przypadku „Dziennik Polski”, 1.X.1946 r., nr 269.

Oczywiście, atak na Moniaki został wykorzystany przez resort bezpieczeństwa do celów propagandowych. We wszystkich gazetach w Polsce zaczęły pojawiać się artykuły o ataku „bandy NSZ” na bezbronną polską wieś. „Dziennik Polski” oznajmiał: Na wieś Maniaki [sic!], gm. Urzędów, pow. kraśnicki napadła banda WIN-owska „Zapory” i NSZ „Cichego” w sile 50 ludzi uzbrojonych w broń maszynową. Mieszkańcy zostali zaskoczeni strzałami, rozlegającymi się z kilku stron i pożarami wybuchłymi na skutek obstrzału zapalającymi pociskami. Po sterroryzowaniu mieszkańców bandyci wkroczyli do wsi i rozpoczęli podpalanie budynków. Wszelkie próby ratunku płonących domów oraz inwentarza żywego były przez bandę uniemożliwione. […] W czasie pożaru napastnicy przygrywali na harmonii i wyśmiewali się z napadniętych mieszkańców. […] Przed odejściem bandyci zagrozili, że przyjdą powtórnie i wszystkich wyrżną[8].

Oceniając akcję w Moniakach należy podkreślić, że jej celem było rozbrojenie placówki ORMO oraz próba zdyscyplinowania miejscowych komunistycznych aktywistów. Świadczą o tym zeznania złożone przez Władysława Siłę-Nowickiego „Stefana” podczas procesu: jeżeli chodzi o akcję w miejscowości Moniaki, to była przeprowadzona dlatego, że ludność tamtejsza występowała czynnie przeciwko naszej organizacji. Oddziały nasze wkroczyły do wsi Moniaki, wywiązała się strzelanina skutkiem czego został zabity jeden człowiek. Od strzałów z broni maszynowej zostało zapalone kilka budynków, a ponadto oddział nasz jak mi jest wiadomo po opanowaniu wsi uprowadził pewną ilość inwentarze w celu zaopatrzenia oddziału[9]. Dlatego też, cel ten został wypełniony, albowiem wieś otrzymała kare za swoją działalność.

Warto jednak zaznaczyć, jak zauważa Artur Piekarz, że pożar wsi był konsekwencją wymiany ognia między partyzantami a ormowcami, którzy zainicjowali całe starcie. Gdyby do niej nie doszło, Moniaki zapewne nie ucierpiałyby materialnie, bo zgodnie z rozkazem „Zapory” partyzanci mogli użyć broni jedynie w wypadku ataku ze strony komunistów. O rozpoczęciu strzelaniny przez mieszkańców Moniak poświadczają wszelkie źródła pisane, jak i wspomnienia osób biorących udział w wydarzeniu po obu stronach. Przy czym pomimo chaosu towarzyszącego strzelaninie, potęgowanego przez rozprzestrzeniające się pożary oraz panikę straty wśród mieszkańców były niewielkie (jeden zabity i trzech poparzonych). Również wymierzone kary chłosty nie były wynikiem zemsty, a wcześniej zaplanowanej akcji (listy osób były przygotowane wcześniej) ukarania najbardziej aktywnych członków PPR[10].

Nie udało się jednak wykonać jednego celu. Z powodu przypadkowego spotkania sił wydzielonych do uderzenia na Moniaki z „Zaporą” i jego zgrupowaniem, akcja opóźniła się o kilkanaście godzin. Rozpoczęła się po godzinie 14, czyli 3 godziny po zakończeniu bitwy w Lesie Krężnickim, gdzie kpt. „Wisła” z plutonami „Jadzinka” i „Rysia” urządziły zasadzkę na grupę operacyjną KBW-UB udającą się na pomoc rozbitemu posterunkowi MO w Bełżycach. Ponadto, rozbicie jednej grupy operacyjnej wysłanej z Lublina spowodowało zaniechanie wysłania kolejnej, tym razem do Moniak, na którą czekał „Zapora”.


PRZYPISY:
[1] A. Piekarz, Działalność grupy specjalnej „3/IV” – żandarmerii zgrupowania partyzanckiego majora Hieronima Dekutowskiego „Zapory” (maj 1946-styczeń 1947), [w:] Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Kraśniku w latach 1944-1956, pod red. J. Romanka, Lublin 2011, s. 122-123.
[2] Relacja Edwarda Tylusa „Lotnego” [w:] Zaporczycy. Relacje Tom V, pod red. E. Kurek, Lublin 1999,  s. 242-243.
[3] AIPN BU 2503/1/1, Protokół przesłuchania podejrzanego Romana Grońskiego, 7 X 194847 r., (Będzin), k. 119.
[4] AIPN BU 2503/1/3, Protokół rozprawy głównej w sprawie karnej Nowickiego Władysława i innych oskarżonych z art. 86 i 2 KKWP i dalsze, 3-15.XI.1948 r., (Warszawa), k. 49.
[5] AIPN BU 2503/1/2, Pismo do Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie (Raport specjalny nr 221/46), 27.IX.1946 r., (Lublin), k. 171.
[6] H. Pająk, Akcje oddziałów „Zapory” w tajnych raportach UB-MO, Lublin 1996, s. 90-91.
[7] E. Kuśmiderski, Dalsza konspiracja nie miała sensu, [w:] Żołnierze Wyklęci. I znów za kraty, pod red. M.A. Koprowskiego, Warszawa 2015, s. 218.
[8] PAP, Napad WIN i NSZ na wieś Maniaki, „Dziennik Polski”, 1.X.1946 r., nr 269, s. 2.
[9] AIPN BU 2503/1/3, Protokół rozprawy głównej w sprawie karnej Nowickiego Władysława i innych oskarżonych z art. 86 i 2 KKWP i dalsze, 3-15.XI.1948 r., (Warszawa), k. 44.
[10] A. Piekarz, op.cit., s. 125-126.