Zawieprzyce – 18.05.1947 r.

Zawieprzyce – 18.05.1947 r.

Po zakończonej przez komunistów drugiej amnestii w teren rzuconych zostało wiele grup operacyjnych, których głównym zadaniem było wytropienie a następnie rozbicie nadal ukrywających się grup partyzanckich.

W dniach 17-18 maja 1947 roku do powiatu lubartowskiego w województwie lubelskim skierowane zostały trzy grupy operacyjne UBP-KBW, których celem było wytropienie Zdzisława Brońskiego „Uskoka” oraz jego nieujawnionych podkomendnych. Pierwsza grupa liczyła ok. 130 żołnierzy i funkcjonariuszy i była dowodzona przez mjr. Korzana z KBW oraz kpt. Jana Ragiela z WUBP w Lublinie. Druga grupa dowodzona przez mjr. Jana Tataja oraz mjr. Łanina liczyła 140 osób. Ostatnią grupę pościgową stanowiło 150 ludzi pod dowództwem mjr. Kondratiuka i kpt. Mikołaja Lachowskiego. Wszystkie grupy zostały wsparte miejscowymi funkcjonariuszami milicji oraz ochotnikami ORMO[1].

Tymczasem w nocy z 17 na 18 maja pięcioosobowy patrol Walentego Waśkowicza „Strzały” znalazł się w okolicy wsi Zawieprzyce. W jego składzie oprócz dowódcy znajdował się: Jerzy Marciniak „Sęk”, Jan Belcarz „Dżym”, Marian Puchacz „Kubuś” oraz Czesław Jabłoński „Bąk”. Partyzanci postanowili przenocować na jednej ze swoich stałych kwater – w gospodarstwie Aleksandra Iwanickiego. Rankiem 18 maja do gospodarstwa poczęli zbliżać się żołnierze KBW. Przeszukiwali poszczególne budynki w poszukiwaniu partyzantów.

Podejrzane odgłosy i ruchy zauważone były przez wartującego »Dżyma« o świcie. Poderwałem wszystkich na nogi, przygotowując broń (jeden elkaem, jeden erkaem, automaty, jeden kbk). Ostrożnie skontrolowałem teren przez lornetkę, planując wycofanie. Sytuacja przedstawiła się niewesoło: las obstawiony, przy budynkach położonych w kierunku na Nową Wólkę i Radzic kręcą się umundurowani siepacze, spędzając ludzi. To samo w kierunku wsi Zawieprzyce. Jedyna luka w kierunku Januszówki i Kijan. Kierunek bardzo ryzykowny, będący zresztą pod obstrzałem zauważonych grup. Z ruchów UB wynika, że dokładnie o naszym miejscu postoju nie wiedzą, ale niewątpliwie nas znajdą – w ten sposób akcję relacjonował „Strzała” swojemu dowódcy[2]. Następnie „Uskok” raport ten odtworzył w swoim pamiętniku.

„Strzała” zachował zimną krew. Nie rozpoczął strzelaniny na oślep, tylko na początek rozstawił swoich podkomendnych a następnie wyczekiwał odpowiedniego momentu do rozpoczęcia obrony. Jako, że partyzanci jeszcze nie zostali odkryci postanowiono podpuścić resort jak najbliżej zabudowań, tak aby jak najlepiej wykorzystać efekt zaskoczenia. Bliska odległość ostrzału miała spowodować większy zamęt wśród żołnierzy z obławy, co miało umożliwić (również ubranym po wojskowemu partyzantom) sprawniejszą ucieczkę na kierunku najsłabszej obstawy.

Partyzanci „Strzały” w gotowości bojowej, od lewej: Marian Puchacz „Kubuś”, Jan Belcarz 
„Dżym”, Czesław Jabłoński „Bąk” i Jerzy Marciniak „Sęk”
Partyzanci „Strzały” w gotowości bojowej, od lewej: Marian Puchacz „Kubuś”, Jan Belcarz „Dżym”, Czesław Jabłoński „Bąk” i Jerzy Marciniak „Sęk”

Obliczenia te wypadły trafnie. Po oddaniu przez nas ognia, grupa ostrzelana rozproszyła się w ucieczce, pozostawiając zabitych i rannych. – relacjonował „Strzała” – Wszędzie powstał ruch. Od lasu zaroiło się. Jedynym możliwym kierunkiem do wycofania się był kierunek na Kijany. Tam poszliśmy. Przez pierwszych kilkaset metrów szliśmy dość swobodnie. Jedni nie wiedzieli, kim jesteśmy, drudzy nie spieszyli z pościgiem. Ten czas wystarczył jednak ubejcom do całkowitego zorientowania się i wszczęcia pościgu z silnym ogniem. Unikając pocisków, opóźnialiśmy swój marsz częstym padaniem i czołganiem się. Zrzuciliśmy płaszcze i zbędniejsze obciążenie. Współdziałanie ognia z ruchem było po naszej stronie idealne, gdy jedni strzelali przygważdżając nieprzyjaciela, drudzy skwapliwie wykorzystywali ten czas na skok do przodu, by znów zająć stanowiska ogniowe i podciągać pozostałych kolegów. Przebyliśmy w ten sposób około 2 km i znajdowaliśmy się między Zawieprzycami a Januszówką, i w tym momencie, gdy dostaliśmy silny ogień flankowy z broni maszynowej, której stanowiska były ukryte przy drodze wiodącej do Zawieprzyc, padliśmy wszyscy, otwierając w tamtym kierunku ogień. Broń nam się zacinała z powodu rozgrzania i zanieczyszczenia piaskiem przy częstym pełzaniu[3].

W tym momencie rozpoczął się dramatyczny dla partyzantów etap ucieczki. Z powodu silnego ognia lekko ranny w rękę został „Strzała”, „Sęk” zaś otrzymał postrzał w nogę. Niestety śmiertelne kule resortu dopadły Czesława Jabłońskiego „Bąka”.

W takich momentach zabitemu koledze poświęca się w myślach tylko ułamek sekundy, żywi muszą iść dalej. Poszliśmy.  – relacjonował dalej „Strzała” – Nasz ogień osłabł do tego stopnia, że zdolni byliśmy oddawać tylko od czasu do czasu pojedyncze strzały. Ośmieliło to nacierających setkami ubejców i dopadali do nas tak, jak sfora rozjuszonych ogarów dopada znużonego i ciężko ranionego odyńca. Między Januszówką a Stoczkiem został ranny „Kubuś”. – „Strzała” jestem ranny! – wykrzyknął w moim kierunku, po czym wydobył pistolet i chwiejąc się na nogach – strzelił sobie w głowę. Trup drugiego z kolei pozostał za nami. Z pozostałymi doszliśmy do zabudowań wsi Stoczek. Byłem u kresu sił i zrozumiałem, że dalej iść jest niemożliwością. „Sęk” oświadczył, że jeszcze iść może i poszedł w kierunku Kijan. Tylko z „Dżymem” działo się coś niewyraźnego. Najwidoczniej nerwy młodego chłopca nie wytrzymały ciężkiej próby. Wstrząsy ostatnich chwil, zmęczenie fizyczne, śmierć kolegów – wszystko to odebrało mu resztę rozwagi i zimnej krwi. Najwyraźniej lekceważył niebezpieczeństwo, zwracał się wyprostowany w stronę ubejców i wygrażając im pozostałym przy nim granatem i pistoletem – obrzucał ich szeregiem wyzwisk: »Smoluchy, sowieckie parobki, zdrajcy, żydowskie Wojtki! Żywym mnie nie dostaniecie!« Postępując w ten sposób, doszedł do najbliższej stodoły i usiadł pod nią z gestem zrezygnowania. Moje wezwania, by szedł dalej, pozostały bez skutku. Pozostawiłem go więc, a sam postanowiłem zaryzykować ukrycie się w budynkach. Jak później stwierdzono, „Dżym” w oczach nadbiegających i strzelających doń ubejców, rozerwał się sam, własnym granatem. Ostatnie jego słowa były: „Precz z komuną! Niech żyje Polska!”[4].

W tym momencie ranny „Strzała” postanowił ukryć się w najbliższym gospodarstwie. Wykorzystując zamęt jaki spowodował „Dżym” wysadzając się granatem udało mu się schować w stertę słomy, gdzie przeczekał bezpiecznie do końca obławy. Wieczorem „Strzała” wydostał się z ukrycia i udał się na drugą stronę Wieprza, gdzie spotkał się z ocalałym „Sękiem”.

W wyniku starcia zginęło trzech partyzantów: Czesław Jabłoński „Bąk”, Marian Puchacz „Kubuś” oraz Jan Belcarz „Dżym”, zaś po stronie resortu zginął żołnierz KBW Bolesław Kalisiak. Został zastrzelony jeszcze w początkowej fazie potyczki, gdzie z dwoma innymi żołnierzami KBW znalazł się 100 m od zabudowań Iwanickiego.

Na zakończenie należy jeszcze wspomnieć, że w czasie gdy obława goniła uciekających partyzantów „Strzały” resort bezpieczeństwa znęcał się nad rodziną Iwanickiego. O tym co się tam wydarzyło opowiedział Iwanicki Henrykowi Pająkowi w latach 80. XX wieku: dowódca obławy przyskoczył do mnie z pistoletem i przystawił mi lufą do głowy. Wiedziałem, że wystrzeli, widziałem to w jego oczach. Krzyknąłem: Panie! Nie strzelaj pan! Ja dużo wiem! To uratowało mi życie. Ale za cenę życia żony. Stała parę kroków za mną, z rocznym dzieckiem na ręce. Doskoczył do niej, w biegu strzelił jej w głowę. Upadła z tym dzieckiem na ręce. Umierała tylko chwilę, dziecko taplało się w jej krwi. Ja zostałem nieludzko skatowany. Zawieźli mnie do Lublina[5].

Aleksander Iwanicki po brutalnym śledztwie został skazany na 8 lat więzienia za pomoc i ukrywanie partyzantów. Został zwolniony 4 maja 1954 roku i zamieszkał w Kolonii Zawieprzyce. Zmarł w 1989 roku.


PRZYPISY:
[1] Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej Lu, 0136/2, Charakterystyka nr 1 bandy zbrojnej AK-WiN pod dowództwem Brońskiego Zdzisława ps. „Uskok” działającej w latach 1944–1949 na terenie pow. lubartowskiego, Lublin 1983, mps., k. 46–47; L. Kowalski, Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego a Żołnierze Wyklęci. Walka z podziemiem antykomunistycznym w latach 1944-1956, Poznań 2016, s. 627.
[2] Zdzisław Broński „Uskok”. Pamiętnik, pod red. S. Poleszaka, Warszawa 2004, s. 184.
[3] Ibidem, s. 185-186.
[4] Ibidem, s. 186-187.
[5] Cyt. za: H. Pająk, „Uskok” kontra UB, Warszawa 2015, s. 64.