Supryn Ryszard „Oliwa”

Supryn Ryszard „Oliwa”

Ryszard Supryn urodził się 8 kwietnia 1927 roku w Lublinie. Swoją działalność konspiracyjną rozpoczął dopiero w 1944 roku, gdy był poszukiwany przez Niemców za ucieczkę z transportu na roboty przymusowe do Niemiec. Za pomocą najbliższych znajomych nawiązał kontakt z oddziałem por. Ludwika Pałysa „Ludwika” działającym na terenie powiatu włodawskiego. Oddział ten później wchodził w skład 7. pułku piechoty legionów Inspektoratu AK Chełm (jako I kompania). Przyjął pseudonim „Oliwa”, którego używał do końca swojej działalności konspiracyjnej.

Oddział „Ludwika” był niewielki, słabo uzbrojonym oddziałem przeznaczonym do prowadzenia tzw. małej dywersji, polegającej na niszczeniu służących Niemcom linii telefonicznych i spisów gminnych oraz nalotach na niemieckie majątki i konfiskowaniu dóbr materialnych. […] W kwietniu 1944 roku oddział dowodzony przez „Ludwika wykonał nalot na urząd gminy w Hańsku, gdzie zgarnięto 3 ukraińskich policjantów, tzw. „czarnych”. Na drugi dzień zostali rozstrzelani przez szefa oddziału, st. sierżanta o pseudonimie „Pycia” – wspominał po latach „Oliwa”[1].

Po wkroczeniu sowietów na teren Lubelszczyzny „Oliwa” zaprzestał działalności konspiracyjnej i powrócił do rodzinnego Lublina. Tutaj jesienią 1944 roku został siłą wcielony do formującej się jednostki 3. pułku zapasowego II Armii Wojska Polskiego. Stacjonował na terenie byłego obozu koncentracyjnego na Majdanku, skąd na początku 1945 roku udało mu się zdezerterować. Ukrywając się w Lublinie nawiązał kontakt na koleżeńską grupę konspiracyjną założoną przez Henryka Niewiadomskiego „Pergona”. W jej składzie byli również m.in.: Marian Suszek „Cichy”, Zbigniew Matysiak „Cowboj”, Michał Smoliński „Pantera”, Olgierd Kossowski „Edison” oraz najmłodszy Tadeusz Niewiadomski „Plumpek”.

Zdaniem dokumentacji resortowej, w marcu 1945 roku „Oliwa” wraz z Henrykiem Niewiadomskim „Pergonem” oraz Marianem Suszkiem „Cichym” miał wziąć udział w likwidacji por. J. Ungera – dowódcy batalionu szkolnego ze Szkoły Oficerskiej Polityczno-Wychowawczej[2]. Akcja likwidacyjna została przeprowadzona 21 marca 1945 roku na ul. Zamojskiej w Lublinie. Zastępca kierownika WUBP w Lublinie kpt. Borys Wróblewski meldował, że do mieszkania zapukali nieznajomi ludzi, którym drzwi otworzyła córka gospodyni tego mieszkania […] Osobnicy byli w ubraniach cywilnych, było ich trzech. […] Jeden z nich miał w obu rękach pistolety, wszyscy nałożyli okulary, a usta u nich były zawiązane szalikami tak, że poznać było bardzo trudno. […] Porucznik Unger zdążył wyskoczyć z tego pokoju do pokoju na prawo, gdzie dwoma strzałami z pistoletu został zabity, a zbrodniarze natychmiast uciekli, zostawiwszy jedną wojskową czapkę[3].

Zarówno „Oliwa” jak i Suszek nie przyznawali się do wykonania tej akcji. Natomiast pod koniec marca 1945 roku wspólnie z pozostałymi członkami koleżeńskiej grupy konspiracyjnej, uwolnili rannego podczas aresztowania „Pergona”. Szpital na Staszica był wtedy szpitalem wojskowym. Wszedłem tam z Michałem [Michał Smoliński „Puma” – przyp. aut.]. Na sali leżało sześciu rannych mężczyzn. Łóżko Heńka było pierwsze od drzwi. Przy nim siedział milicjant z karabinem. Zabrałem milicjantowi karabin i kazałem się mu położyć twarzą do ziemi. Michał zrewidował go, czy nie ma broni krótkiej, po czym paskiem związał mu do tyłu ręce. Heniek był po operacji, ale odzyskał świadomość[4].

Po akcji na szpital Szarytek, Ryszard Supryn wraz z pozostałymi uczestnikami zostali „spaleni” w Lublinie. Wobec tego postanowił wyjechać na tereny wiejskie, gdzie nawiązał kontakt z oddziałem podległym Delegaturze Sił Zbrojnych na Kraj pod dowództwem Hieronima Dekutowskiego „Zapory”.

„Zapora” dał nam więc pieniądze, kontakt na młyn w Borowie i kazał pojechać do Lublina. […] Kilka dni spędziliśmy w Lublinie. Michał załatwił kilka zapalników czasowych i trochę lontów.  […] Do młyna w Borowie dotarliśmy wieczorem. Zastaliśmy tam „Romana” – Romana Dumę z kilkoma ludźmi, którzy akurat jedli zakrapianą kolację. Siedliśmy do stołu, żeby się posilić. „Roman” powiedział nam, że Stary, czyli „Zapora”, poszedł za San. Po pewnym czasie posterunek zaalarmował nas, że zbliża się jakaś grupa ludzi. Wybiegliśmy  z domu. Po zatrzymaniu ich i wymianie informacji „Roman” kazał przepuścić przybyszów. […] Prowadził ich podporucznik Tadeusz Orłowski „Szatan” z 27. Wołyńskiej Dywizji AK, w roku 1945 podległy organizacyjnie „Orlikowi”. Byli świetnie uzbrojeni w broń automatyczną. Bardzo mi się spodobali. […] „Szatana” zaproponował mi, że zamiast czekać na powrót „Zapory” mogę dołączyć do jego oddziału. Przyjąłem propozycję. Wróciłem do używanego za Niemców pseudonimu „Oliwa”, dostałem pepeszę i poszedłem z nim na spotkanie z „Zawiszą”. Po kilku dniach zlikwidowaliśmy posterunek MO w Karczmiskach. Rozbroiliśmy też kilku żołnierzy. Puściliśmy ich wolno. Jeden z nich poszedł z nami[5].

„Oliwa” wziął udział w kilku akcjach oddziału „Szatana”, m.in. rozbrajaniu posterunków oraz napadach na komunistyczne wsie i placówki PPR. Wziął również udział, jako dowódca jednej z drużyn, w feralnej akcji na Nałęczów. 12 maja 1945 roku oddział „Szatana” w liczbie 65 partyzantów przeprowadził akcję na kasę stacji kolejowej w Nałęczowie, podczas której udało się zarekwirować sporą sumę pieniędzy oraz przejąć umundurowanie pracowników kolei i czterech żołnierzy sowieckich. Następnie grupa ta przeprowadziła atak na lokalny posterunek MO, który był silnie ufortyfikowany. Wywiązała się długa strzelanina. W tym czasie z Lublina na pomoc funkcjonariuszom milicji natychmiast została wysłana stupięćdziesięcioosobowa grupa bojowa NKWD. Doszło do dwugodzinnej walki, w wyniku której oddział „Szatana” został całkowicie rozbity. Zginęło ok. 54 partyzantów. Ponadto NKWD zarekwirowało duże ilości broni oraz amunicji[6].

Po nieudanej akcji „Oliwa” powrócił do oddziału „Zapory”, który po rozbiciu posterunku MO w Kazimierzu Dolnym zarządził częściową koncentrację podległych mu oddziałów w Łopienniku. Następnie posiadając zdobyczne samochody i duże siły „Zapora” postanowił zaatakować posterunek MO w Bychawie. Całe zgrupowanie wyruszyło z Łopiennika zdobycznymi samochodami, i przez Kiełczewice i Wolę Gałęzowską, dotarło do Bychawy. Wieczorem 27 maja zdobyto miejscowy posterunek, spółdzielnię oraz urząd gminy, a następnie rozbrojono żołnierzy z ekspedycji karnej we wsi Zadębie[7].

„Zaporczycy” przy zdobycznych sowieckich samochodach. Okres to prawdopodobnie maj-czerwiec 1945 roku | Źródło: Archiwum Przemysława Koconia „Alembika”

Po zakończonej sukcesem akcji „Zapora” wezwał swoje pododdziały na koncentrację w Ponikwie, gdzie całe zgrupowanie (szacowane na ok. 150 ludzi) zostało podzielone na trzy kompanie, zaś kompanie na plutony, a te na drużyny. „Oliwa” został mianowany dowódcą sekcji w drużynie minerskiej Janusza Pawełczaka „Głaza”. Drużyna ta była podporządkowana pod kompanię Jerzego Szarskiego „Jagody”, przy której stale przebywał „Zapora”.

Po reorganizacji swojego zgrupowania oddziałów, „Zapora” postanowił powrócić na teren powiatu kraśnickiego. W tym celu wykorzystał zdobyte w Janowie Lubelskim ciężarówki, ponownie przeprowadzając motorowy rajd. 6 czerwca 1945 roku kompania „Jagody” rozbiła posterunek milicji oraz spółdzielnie w Józefowie nad Wisłą[8]. Następnie skierowała się w kierunku Opola Lubelskiego, gdzie po drodze natrafiono na sowietów grabiących browar w Kluczkowicach. Po kilkunastominutowej walce, w której zginęło 6 żołnierzy Armii Czerwonej, partyzanci pomimo tego, że nie ponieśli żadnych strat zrezygnowali z dalszej jazdy w kierunku Opola i wycofali się do Kolonii Ratoszyn.

>>> Czytaj więcej: Potyczka z sowietami w Kluczkowicach <<<

Następnego dnia rano, 7 czerwca 1945 roku, odpoczywających partyzantów zaskoczyła grupa operacyjna złożona z funkcjonariuszy UB oraz wojska wsparta oddziałami sowieckimi. Doszło do starcia, w wyniku którego partyzanci rozproszyli się zostawiając we wsi zdobyczne samochody. Tak to wydarzenie opisywał po latach Stanisław Wnuk „Opal”: na ubezpieczeniu był „Żaba” [Szczepan Żelazny „Żaba” z Niedrzwicy – przyp. aut.] ze swoim plutonem. Gdy zobaczył nadciągających sowietów, rano, do dnia, wywalił rakietą… Wyskoczyliśmy razem z „Zaporą”. […] Na łące w Ratoszynie zaryły się im [grupie operacyjnej – przyp. aut.] samochody. Wtedy UB spaliło w Ratoszynie jeden dom i zabiło jednego człowieka. Po naszym odejściu zabili chłopa o nazwisku Banaszek, u którego wtedy kwaterowaliśmy. Oprócz tego spalili gospodarstwo Stępniaka. Byliśmy u niego wtedy, to był działacz ludowy, to nas tam bardzo miło przyjął. Za to ubowcy spalili mu dom… zginął tez kierowca z Bełżyc. Wycofywaliśmy się[9]. Zgodnie z dokumentacją resortu, jak i wspomnień uczestników tamtych wydarzeń obie strony nie poniosły żadnych strat, nie licząc kilku rannych oraz kierowcy z Bełżyc, który próbował wyprowadzić z okrążenia samochód.

Po rozbiciu oddziału Zaporczyków, „Oliwa” wycofał się w rejon Urzędowa, gdzie ukrywał się przed resortem bezpieczeństwa. W tym czasie, tj. od połowy lipca 1945 roku, „Opal” prowadził z WUBP w Lublinie rozmowy o pierwszym ujawnieniu oddziałów. Pomimo ogłoszenia amnestii Supryn nie ujawnił się, lecz powrócił do rodzinnego Lublina, a w październiku 1945 roku wyjechał do Gdańska. W listopadzie podjął próbę przedostania się na Zachód, ale został aresztowany.

Zawieziono nas na WUBP w Koszalinie. Tutaj zaczęło się śledztwo. Kazali mi usiąść na krześle. Było ich czterech. Jeden siedział przy biurku i pisał, a pozostali stali przy mnie i zadawali pytania. Pytali głównie o to, kto z oddziału „Zapory” jest na zachodzie i z kim utrzymuję kontakty. Ponieważ mówiłem, że nikogo nie znam, jeden z ubeków trzasnął mnie pięścią w twarz i rozbił mi wargę. Uderzenie przewróciło mnie z krzesłem na podłogę. Wtedy zaczęli mnie kopać. Starałem się zasłonić twarz. Kopali po żebrach i w żołądek. Potem postawili mnie pod ścianą. Po moich dalszych zaprzeczeniach podszedł do mnie ten sam oficer – chyba porucznik – i wyciągnąwszy z kabury pistolet, drugą ręką chwycił mnie za włosy i zaczął walić moją głową w ścianę. – Jak nie zaczniesz mówić, skur…, to ci rozwalę łeb! – krzyknął w pewnej chwili[10].

Ryszard Sypryn „Oliwa” wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego z kwietnia 1946 roku został skazany na 10 lat więzienia z kilku artykułów, między innymi dekretu o ochronie państwa. Swoją karę odbywał w więzieniu w Sztumie oraz we Wronkach. Więzienne mury opuścił 6 grudnia 1952 roku.

Supryn najpierw zamieszkał w Lublinie a później w Gdańsku. Zmarł 18 kwietnia 2011 roku i został pochowany na cmentarzu Łostowice w Gdańsku.


PRZYPISY:
[1] Relacja Ryszarda Supryna „Oliwy” [w:] Zaporczycy. Relacje. Tom II, Lublin 2009, s. 54.
[2] Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej (dalej: AIPN) BU 0187/20/4, Kwestionariusz osobowy Ryszarda Supryna, 05.07.1974 r., Lublin, k. 144.
[3] Raport zastępcy kierownika Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Lublinie do kierownika tego urzędu w sprawie zabójstwa por. Ungera z Wojska Polskiego, 21.03.1945 r., Lublin, [w:] Rok pierwszy. Powstanie i działalność aparatu bezpieczeństwa publicznego na Lubelszczyźnie (lipiec 1944-czerwiec 1945), Warszawa 2004, s. 187-188.
[4] Relacja Ryszarda Supryna „Oliwy”, [w:] Zapory Żołnierze Wyklęci. Tom I, pod red. E. Kurek, Warszawa-Kraków 2016, s. 248.
[5] Ibidem, s. 250.
[6] K. Pielacha, J. Kuczyński, Do ostatniej kropli krwi. Major Marian Bernaciak „Orlik” 1917-1946, Warszawa 2016, s. 43-44.
[7] AIPN BU 0187/20/7, Karty na czyny przestępcze dokonane przez członków zgrupowania AK-WiN pod dowództwem „Zapory” nr 56-59, 08.05.1980 r., Lublin, k. 56-56.
[8] Idem, Karta na czyny przestępcze dokonane przez członków zgrupowania AK-WiN pod dowództwem „Zapory” nr 78, 09.03.1973 r., Lublin, k. 79.
[9] Relacja Stanisława Wnuka „Opala”, [w:] :] Zaporczycy. Relacje. Tom I, pod red. E. Kurek, Lublin 2010, s. 130-131.
[10] Relacja Ryszarda Supryna „Oliwy”…, s. 257-258.