Menu Zamknij

Nieleszczuk Wacław „Sokół”

Wacław Nieleszczuk urodził się 12 lutego 1923 roku w Opolu Lubelskim. Był synem miejscowych restauratorów. Działalność konspiracyjną rozpoczął 1 maja 1942 roku, kiedy złożył przysięgę Armii Krajowej przed por. Bronisławem Krajnikiem „Sęp”. Otrzymał pseudonim „Sokół” i został przydzielony do drużyny dywersyjnej pod dowództwem Januarego Ruscha „Kordiana”. Przy czym należy zaznaczyć, iż na początku miała ona charakter garnizonowy, dopiero w 1943 roku czyli w momencie tworzenia struktur Kedywu na Lubelszczyźnie została przemianowana na patrol partyzancki.

Pierwszą akcją Wacława Nieleszczuka „Sokoła” skierowaną przeciwko okupantowi było rozbicie więzienia niemieckiej żandarmerii w Opolu Lubelskim, w celu uwolnienia opolskich konspiratorów, w tym Klemensa Stawowego „Pisuli”. Przeprowadzono ją 6 października 1943 roku przez oddział 30 żołnierzy AK pod osobistym dowództwem cc. ppor. Jana Poznańskiego „Ewy” – twórcy patroli dywersyjnych lubelskiego Kedywu. Jak wspomina „Sokół” koncentracja wyselekcjonowanych ludzi z okolicznych placówek Armii Krajowej nastąpiła w lesie niedaleko Skokowa. Przed akcja na więzienie w Opolu siedzieliśmy w Godowie w sadzie i wszystko omawialiśmy z ołówkami w ręce. Dopiero po takim przygotowaniu poszliśmy na akcję – wspominał Wacław Nieleszczuk „Sokół” – Ubezpieczenie z karabinami maszynowymi wystawiliśmy od strony siedziby niemieckiej żandarmerii oraz od strony cukrowni, gdyż tam kwaterowało wojsko. Było nas kilku. Do akcji poszliśmy przez sień mojego domu. Ja trzymałem swego psa wilczura, którego potem zabrało mi UB – oni przeskoczyli przez płot, a na końcu skakałem ja. Pierwszy do drzwi zastukał Jan Kocoń „Ryś” i naśladuje głos Niemca, kazał wartownikowi je otworzyć. Gdy wartownik otworzył drzwi „Ryś” musiał go rąbnąć go w twarz, gdyż chciał nacisnąć alarm. Wartownik przewrócił się, „Ryś” zabrał mu klucze, otworzyliśmy cele […] otworzyliśmy bramę i razem z więźniami opuściliśmy budynek[1]. Akcja zakończyła się pełnym sukcesem, bez żadnego wystrzału.

Zdjęcie zrobione wiosną 1944 r. Żołnierze oddziału dyspozycyjnego Kedywu AK „Zapory”. Na górze od lewej: Jerzy Wyszkowski „Szwagier” i Józef Stawowy „Kawał”. Stoją od lewej: Gabriel Gajewski „Oset”, Wacław Socha „Turek”, NN, NN, Przemysław Kocoń „Alembik”, Jan Kocoń „Ryś”, Hieronim Dekutowski „Zapora”, January Rusch „Kordian”, Wacław Nieleszczuk „Sokół”, Mieczysław Kosacki „Biały”, NN. W środku siedzi sanitariuszka Bogda Balak „Myszka” | Zbiory P. Koconia „Alembika”

Kilka tygodni później w czasie jednej z koronkowej akcji, tj. próby wykonania wyroku podziemnego sądu na konfidentce Michalczewskiej  zginął dowódca Kedywu Jan Poznański „Ewa”. 22 października 1943 roku „Ewa” i „Hajnarek” [Henryk Żabicki – przyp. aut.], kolega z mojej drużyny, dostali rozkaz zabicia konfidentki Michalczewskiej. Byłem w ich bezpośredniej obstawie. Stałem przy samym budynku. „Ewa” i „Hajnarek” weszli do mieszkania. – wspominał „Sokół” – Otworzono im. „Hajnarek” strzelił do znajdującej się w mieszkaniu kobiety i uważał, że Michalczewska już nie żyje. Tymczasem komendant „Ewa” mówi: Ona się jeszcze rusza. Pójdę i poprawię! Wszedł do mieszkania, aby do niej strzelić, a tam zza parawanu strzelił do niego volksdeutsch młynarz. Komendant „Ewa” dostał jedną kulę w głowę, a drugą w szyję. Na jego krzyk wbiegliśmy do mieszkania, a w tym czasie młynarz wyskoczył przez okno i poszedł w kierunku miasta. […] Wpadliśmy do mieszkania, wzięliśmy nieprzytomnego komendanta na ramion i ponieśliśmy w kierunku Zajączkowa. Nas było wtedy kilku. Przechodziliśmy koło takich stawów. Słyszeliśmy strzały. To do naszych chłopaków, którzy byli w obstawie i nie wiedzieli, że my już się zlikwidowaliśmy, strzelała polska policja. Tamci chłopcy byli w naszej obstawie, stali jakieś 500 metrów od nas, przy studni, gdzie schodzą się drogi. W strzelaninie zginął wtedy „Szponder”, a Ferdynand Zaborski „Lew” został postrzelony. […] Komendant zmarł na naszych ramionach. Martwego „Ewę” przywieźliśmy do Godowa. Leżał w trumnie w stodole Stanisława Chmielewskiego w Antonówce, gdy zajechali tam Niemcy za kontyngentem. Zarządzono ostre pogotowie. Skierowaliśmy karabiny w stronę drogi, lecz Niemcy nie wkroczyli w obręb zabudowań. Pochowaliśmy komendanta niedaleko w lasku godowskim[2].

Wydarzenia te zmieniły dotychczasowe życie konspiratorów z Opola ponieważ była to akcja, po której nie było już powrotu do domu. W wieku 18 lat postanowił dołączyć do sformowanego oddziału partyzanckiego Januarego Ruscha „Kordiana”. W ramach plutonu „Kordiana”, który został włączony do Oddziałów Dyspozycyjnych Kedywu AK Lublin pod dowództwem cc. mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”, wziął udział we wszystkich jego akcjach i bitwach z Niemcami.

W styczniu 1944 roku  Wacław Nieleszczuk „Sokół” wyjechał do Lublina z rozkazem przewiezienia do wsi Stoczki koło Poniatowej specjalnego gościa. Okazał się nim być Hieronim Dekutowski „Zapora”, mianowany dowódcą Oddziałów Dyspozycyjnych Kedywu AK Lublin. Już pod jego dowództwem „Sokół” stoczył szereg potyczek z Niemcami, przeszedł praktycznie cały szlak bojowy zgrupowania. Walczył pod Krężnicą (24 maja) i pod Kożuchówką (17 lipca).

Po wkroczeniu sowietów na teren Lubelszczyzny „Zapora” postanowił zgodnie z rozkazem dowództwa rozwiązać swoje oddziały. 21 sierpnia 1944 roku ok. 6 wieczór pojechałem z „Hajnerkiem” i „Rysiem” do Lublina i zatrzymaliśmy się u Józefa Pawlińskiego z Opola. […] 23 sierpnia 1944 roku poszliśmy do miasta, wstąpiliśmy do restauracji i gdy po obiedzie wracaliśmy do domu, na Orlej zostaliśmy aresztowani przez sowietów. […] 3 września 1944 roku zostaliśmy przewiezieni do Świdnika, a następnie samolotem wywieźli nas sowieci do szkoły oficerskiej w Charkowie. Łącznie leciało nas 13 niebezpiecznych partyzantów. Z Charkowa, gdzie trzymali samych polskich generałów, pułkowników i przedwojennych wojewodów – takich jak my było tam może najwyżej dziesięciu – w dniu 29 grudnia 1944 roku przewieźli nas do Riazania. […] Stamtąd były dwie drogi: do domu, albo w czapę[3].

Wacław Nieleszczuk powrócił z zesłania 27 października 1947 roku.


*Biogram powstał na podstawie relacji Wacława Nieleszczuka „Sokoła” z 12 stycznia 1995 roku opublikowanej w książce Zaporczycy. Relacje. Tom IV, pod red. E. Kurek, Lublin 2011, s. 81-84.

PRZYPISY:
[1] Cyt. za: E. Śmiech, K. Jastrzębski, Opole Lubelskie. Historia miasta i powiatu. Tom IV (1939-1944), Warszawa 2017, s. 364-365.
[2] Relacja Wacława Nieleszczuka „Sokoła””, [w:] Zaporczycy. Relacje. Tom IV, pod red. E. Kurek, Lublin 2011, s. 82.
[3] Ibidem, s. 84.