Menu Zamknij

Kocoń Przemysław „Alembik”

Przemysław Kocoń urodził się 2 czerwca 1925 roku w Opolu Lubelskim w rodzinie rzemieślniczej. Jego ojciec Klemens był z zawodu rzeźnikiem, zaś matka Marianna z domu Kopp pracowała na rodzinnym gospodarstwie. Przemysław miał dwójkę rodzeństwa: starszego brata – Jana (1922 r.) oraz młodszą siostrę Helenę (1927 r.)[1].

Przemysław Kocoń rozpoczął naukę w szkole powszechnej w Opolu Lubelskim, którą przerwał wybuch II wojny światowej.

Działalność konspiracyjną rozpoczął w wieku 17 lat, gdy złożył przysięgę Armii Krajowej w czerwcu 1942 roku. Przyjął pseudonim „Alembik”. Początkowo przydzielony był do miejscowej placówki AK w Opolu Lubelskim, która miała charakter garnizonowy. To właśnie z jej członków narodził się późniejszy pluton Januarego Ruscha „Kordiana” – jednego z patroli Zgrupowania Oddziałów mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”.

Stojący Przemysław Kocoń „Alembik”, w czapce Stanisław Woliński „Wiedeńczyk”, za Stanisławem Józef Stawowy „Kawał”, leżący: Władek i Czesław – obaj z Lublina | Zbiory prywatne P. Koconia

Pierwszą akcją Przemysława Koconia skierowaną przeciwko okupantowi było rozbicie więzienia niemieckiej żandarmerii w Opolu Lubelskim, w celu uwolnienia opolskich konspiratorów, w tym Klemensa Stawowego „Pisuli”. Przeprowadzono ją 6 października 1943 roku przez oddział 30 żołnierzy AK pod osobistym dowództwem cc. ppor. Jana Poznańskiego „Ewy” – twórcy patroli dywersyjnych lubelskiego Kedywu. Jak wspomina „Alembik” koncentracja wyselekcjonowanych ludzi z okolicznych placówek Armii Krajowej nastąpiła w lesie niedaleko Skokowa. Na akcję szliśmy przez Janiszowice – opisywał przebieg „Alembik” – Koło cukrowni, gdzie byli Niemcy, zostawiliśmy ubezpieczenie 8 ludzi. Ukryli się za pryzmą buraków, na miejscu dzisiejszej szkoły nr 2 oraz przychodni i obserwowali okolicę. Przy żandarmerii (budynek Syndykatu) zostało czterech. W domu Makowieckiego (na rogu Fabrycznej i Kościuszki) była sień na przestrzał i nasi też tam stali. Mieli jeden ręczny karabin maszynowy (rkm) na 20 kul. Na ul. Partyzanckiej, obok Szkoły nr 1 stacjonowali Ukraińcy i tam obok zostało sześciu naszych, w tym jeden z Opola, Żabicki, a jego brat Henio z trzema obcymi koło apteki. Obok domu Zdanowiczów następnych czterech z obstawy. Przy każdej stójce był jeden chłopak z Opola, ponieważ ci znali dobrze wszystkie ścieżki w mieście. Ewa powiedział: wy z Opola idziecie do środka na więzienie, bo tam są wasi koledzy, a kto się boi iść, niech zostanie. Trzęśliśmy się ze strachu, ale nas wszystkich siedmiu poszło, nikt nie został. Wchodziliśmy od strony ul. Partyzanckiej, musieliśmy pokonać 3 m płot. Przechodziliśmy pojedynczo, podawało się karabin i następny. […] Na podwórku za apteką stał mały domek i w nim były dwie cele. Więźniów pilnował Władysław Pańsko, był klucznikiem. Siedział w takiej dobudówce, tam też spał. Janek, mój brat umiał naśladować lejtnanta, szefa Niemców. Ubrał się w mundur niemiecki. […] Podszedł blisko okna i walił w szybę. Naśladując lejtnanta, krzyczał łamaną polszczyzną: prinko, otwierać los, los. Zaspany Pońko otworzył, partyzanci wpadli, kazali mu być cicho i uwolnili wszystkich więźniów z dwóch cel. Popędziliśmy do bramy, była zamknięta. Pędem do Władysława, żeby dał klucze. […] Żabicki stojący na zewnątrz dał znać, że jest spokój i wtedy wyszliśmy[2].Akcja zakończyła się pełnym sukcesem, bez żadnego wystrzału.

Wydarzenie to zmieniło jego dotychczasowe życie, albowiem „Alembik” z obawy przed dekonspiracją nie mógł wrócić do Opola Lubelskiego. W wieku 18 lat postanowił dołączyć do sformowanego oddziału partyzanckiego Januarego Ruscha „Kordiana”. W ramach plutonu „Kordiana”, który został włączony do Oddziałów Dyspozycyjnych Kedywu AK Lublin pod dowództwem cc. mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”, wziął udział we wszystkich jego akcjach i bitwach z Niemcami.

Początkowo uzbrojenia było mało. Dobrze było jak każdy miał karabin. Ja miałem czeski karabinek, pięciostrzałowy, plecak a w nim dwa granaty oraz amunicja. Sten w plutonie był  tylko jeden, był też jeden Bergmann. Potem było już coraz lepiej – wspominał „Alembik” w rozmowie z autorem[3].

Oddział Januarego Ruscha „Kordiana” (pierwszy z lewej). Przemysław Kocoń „Alembik” stoi uśmiechnięty czwarty od prawej | Źródło: Zbiory prywatne P. Koconia

Jedną z pierwszych akcji „Zapory”, w której wziął udział również Przemysław Kocoń był atak na majątek SS w Kręciszówce z 22 lutego 1944 roku. Uczestniczyły w nim patrole Mieczysława Cieszkowskiego „Grzechotnika”, Mieczysława Lorentza „Szmerlinga”, Aleksandra Sochalskiego „Ducha” oraz „Kordiana”. W czasie akcji zginął jeden z partyzantów – Czesław Pietras „Błyskawica” (z oddziału „Szmerlinga”). 29 marca patrole „Ducha” i „Kordiana” pod dowództwem „Zapory” zaatakowały 12 Niemców rekwirujących w Borzechowie żywność, których po rozbrojeniu odesłali w bieliźnie i podartych butach do Ratoszyna[4].

W plutonie „Kordiana” pełnił również funkcję łącznika pomiędzy oddziałem a poszczególnymi placówkami AK. Pomimo tego, że nie było to bardzo efektowane zadanie, cały czas groziło niebezpieczeństwo i trzeba było wytrzymywać duże napięcie psychiczne. Jadę po cywilnemu wierzchem koniem do Urzędowa. W biały dzień. A tutaj naprzeciwko Niemcy samochodem jadą. Widzę twarze. Na ucieczkę za późno, a ja mam tylko pistolet siódemkę w kieszeni. Przecież mnie rozstrzelają jak zrewidują. Na szczęście minęli mnie bez zatrzymywania. Pognałem szybciej konia i dojechałem do „Grzechotnika” na Bęczyn[5]. To tylko jeden z przykładów codziennego narażania życia przez partyzantów.

„Alembik” wziął udział również w najbardziej udanej operacji bojowej przeprowadzonej przez Zgrupowanie Oddziałów Dyspozycyjnych Kedywu AK Lublin pod dowództwem mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”, czyli w zasadzce na niemiecką kolumnę samochodów pod Krężnicą Okrągłą. 24 maja 1944 roku patrole Stanisława Piecyka „Babinicza”, „Ducha”, „Kordiana” oraz Stanisława Rolli „Maksa”, Mieczysława Szymanowskiego „Wampira” i Stanisława Jasińskiego „Żbika” pod osobistym dowództwem „Zapory” zajęły stanowiska w lesie koło wsi, przy drodze pomiędzy Bełżycami a Opolem Lubelskim. Zanim pojawił się oczekiwany konwój, zagarnięto samochód osobowy, w którym pod niewielka eskortą Niemcy przewozili ponad milion złotych emisji okupacyjnej. Po kilku godzinach w zasadzkę wjechało piętnaście samochodów ciężarowych z 1. kompanii 629. pułku do zadań specjalnych. Kolumna była ubezpieczana przez pododdział batalionu ochrony z Lublina. Walka trwała ponad dwie godziny. Według źródeł zginęło 18 żołnierzy Wehrmachtu i 5 funkcjonariuszy służb policyjnych, a 11 ujętych rozstrzelano. Zginęło również czterech partyzantów: Marian Figlus „Mewa”, Stanisław Pietras „Gwizd”, Jan Smutek „Swen” oraz Edward Szebesta „Czarny”[6].

Od lewej: Józef Stawowy „Kawał”, Mieczysław Szymanowski „Wampir” oraz Przemysław Kocoń „Alembik”

Tragiczną akcją dla „Alembika” była walka pod Kożuchówką z 18 lipca 1944 roku. Ponownie kilka patroli lubelskiego Kedywu pod osobistym dowództwem „Zapory” zorganizowało zasadzkę w wąwozie na kilkudziesięcioosobową niemiecką kolumnę żołnierzy powracających z Ratoszyna. Bitwa zakończyła się sukcesem albowiem rozbito kolumnę 50 żołnierzy Wehrmachtu. Sukces był połowiczny ponieważ w czasie działania zginął dowódca „Alembika” January Rusch „Kordian”, lekarz oddziału Adam Jaworzyński „Lwów” (zdaniem Koconia nazywany był przez kolegów „doktorkiem”) oraz erkaemista Stanisław Skowyra „Sławek”. Wielu partyzantów zostało rannych, w tym również „Zapora”[7]. Było paskudnie. […] CKM się odezwał. Rzuciliśmy po granacie i zaczęliśmy strzelać. Rozgorzała się walka. To było wojsko frontowe, wyćwiczone. Niemcy waliły po nas. Gdy „Kordian” dostał „Doktorek” przybiegł i ktoś go wziął na muszkę, strzelił i śmierć. Zginęło wtedy trzech naszych, pochowaliśmy ich na drugi dzień w Godowie na partyzanckim cmentarzu[8].

Po śmierci dowódcy plutonu pod Kożuchówką dowództwo nad plutonem przejął plutonowy Kazimierz Frankiewicz „Myszka”. Po wkroczeniu sowietów i utworzenia strefy przyfrontowej żołnierze byłego plutonu „Kordiana” w większości ukrywali się przed aresztowaniem W sierpniu 1944 roku „Alembik” powrócił do domu, gdzie praktycznie natychmiast zjawiło się po niego NKWD. Chciałem uciec, okno było w drugim pokoju, ale były przymknięte okiennice i nie udało mi się. No i prowadzi mnie już do sztabu na Niezdów, gdzie w pałacu kwaterowali sowieci. Na szczęście porządny się znalazł ten ruski, bo mnie prawie przed samą wsią puścił. Ale później to już codziennie u mnie w domu byli. Już musiałem się cały czas ukrywać – wspominał Kocoń[9].

Przemysław Kocoń „Alembik” ukrywając się przed aresztowaniem należał do oddziału Aleksandra Sochalskiego „Ducha”, który działał w ramach drugiego zgrupowania oddziałów „Zapory” Ruchu Oporu Armii Krajowej, a następnie Delegatury Sił Zbrojnych. Rozwiązanie oddziałów odbyło się w czerwcu 1945 roku. Na Bęczynie byliśmy, przyjechał fotograf z Urzędowa i zrobił nam zdjęcie. […] Wtedy dokumentami były kenkarty i dowódcy postanowili wyrobić nam fałszywe dokumenty na wyjazd za granicę. Po jakimś czasie przywieźli lewe dokumenty. Ja byłem „z Warszawy”. Miałem jechać z „Zaporą” i chłopakami za granicę… Mieliśmy dowody wyrobione, ale ja nie byłem w Opolu [Lubelskim] spalony więc wróciłem do rodziny. Matka mnie wtedy wstrzymała i zostałem – mówił „Alembik”[10].

Przemysław Kocoń „Alembik” jako ładowniczy rkm MG-34 (czwarty z lewej) | Źródło: Zbiory prywatne P. Koconia

Pomimo „amnestii Radosława” i ujawnieniu w Lublinie Urząd Bezpieczeństwa Publicznego nie zapomniał działalności „Alembika” w Armii Krajowej. W maju 1946 roku został aresztowany w swoim domu i przetrzymywany początkowo w Opolu Lubelskim, a po dwóch tygodniach przewieziono go do PUBP w Puławach. Dzięki koneksjom i znajomościom został wykupiony przez ojca. Powrócił do domu, chociaż jak sam mówił bardzo rzadko w nim nocował. Później stopniowo zaczynał normalizować swoje życie, znalazł pracę w zakładzie ślusarskim w Opolu Lubelskim. Później założył rodzinę i rozpoczął pracę w zakładach amunicji w Poniatowej. Nadal mieszka w Opolu Lubelskim.


PRZYPISY:
[1] E. Kurek, Zaporczycy w fotografii 1943-1963, Lublin 2009, s. 129.
[2] E. Śmiech, K. Jastrzębski, Opole Lubelskie. Historia miasta i powiatu. Tom IV (1939-1944), Warszawa 2017, s. 364-365.
[3] Relacja Przemysława Koconia „Alembika”, Opole Lubelskie, 19 V 2018 r., (w zbiorach autora).
[4] K. Kochanowska, Major Zapora, Sopot 1998, s. 11.
[5] Relacja Przemysława Koconia „Alembika”
[6] P. Słowiński, Żołnierze Wyklęci. Sześciu z tysięcy, Warszawa 2017, s. 75-76; Dwie akcje „Zapory”. Krężnica Okrągła 24 maja 1944 r., [w:] Wilcze Tropy. „Zapora”, Warszawa 2017, s. 43.
[7] L. Siemion, Lipiec 1944 r. na Lubelszczyźnie, „Rocznik Lubelski”, 1964, T. 7,s. 180.
[8] Relacja Przemysława Koconia „Alembika”
[9] Ibidem.
[10] Ibidem.